search
top

Mori Vici

Widzice, oto mój pierwszy artykuł, nie osądzajcie mnie zbyt pobłażliwie z tego powodu 🙂 . Mam w planach ciąg artykułów z tym bohaterem. Myśle, że sama opowieść nadaje się jeszcze na scenariusz, ale to sami ocenicie .

Daleko, a nawet bardzo daleko na południu, tam gdzie Nordlingowie nie byli jeszcze nigdy, wiele kilometrów od stolicy Cesarstwa, tam gdzie rządzą regionalni królowie lub książęta, którzy podlegają władzy cesarza. Ale ten nie interesuje się tymi zlepkami państw, które tworzą prowincje nazywaną Republiką Południowego Nilfgaardu (RPN). Cesarza obchodziły jedynie comiesięczne daniny w złocie i srebrze, które w dużej części trafiały do monarszej kieszeni.
W RPN życie toczyło się spokojnie, aż do momentu, w którym wojsko przybyło po ‚dobrowolnych ochotników’. Żołnierze traktowali ludność cywilną jak śmiecie. W głównym mieście republiki rozpoczęły się łapanki oraz represje na ludności, która nie chciała współpracować z żołnierzami. Mamelodii zamieniło się z pięknego, starego, tętniącego życiem miasta w szare i opustoszałe. Wina oczywiście władz centralnych. System spowodował, że wielotysięczne miasto, które słynęło z wina, piwa oraz wyrobów złotniczych straciło swój prestiż. Wielu ludziom, a także nieludziom nie podobało się to co się stało. Na ich czele stanął Mori Vici.

Mori był elfem, zajmował się wyrobem oręża. Jego ulubione zajęcia to szermierka oraz jazda konna. Swój zakład kowalski odziedziczył po swoim ojcu. Nie miał żony, choć to bardzo dziwne, gdyż nawet wśród elfów wyróżniał się uroda oraz siłą, a miał tylko 44 lata. W swoim cechu mimo młodego wieku był bardzo szanowany. Przewodniczył nawet przez rok Stowarzyszeniu Kowalskiemu. Był jedynakiem, matka umarła w czasie porodu, a ojciec zmarł na grypę, gdy Mori miał 29 lat. Od tego czasu wysławił swe wyroby, zdobył renomę o jakiej marzył jego ojciec. Zatrudnia nawet 15 osób w swym zakładzie.

Jego marzenia legły w gruzach, gdy wojsko cesarskie wkroczyło do Mamelodii. On i jeszcze kilka osób spodziewało się represji. Dlatego opuścili miasto, zabierając pieniądze, broń, a także najbliższych. W ten sposób utworzyli karawanę liczącą około 30 osób. Mori ze swego zakładu zabrał dla każdego sztylet. Sam wziął zbroję, a także miecz który należał kiedyś do jego ojca.
Udali się na południe, ale bardzo krótko podróżowali, gdyż zatrzymał ich patrol, który nakazał im wrócić do Mamelodii. Udali, że wracają, później ponownie skierowali się na południe. Następnym razem, gdy spotkał ich patrol, żołnierze nie byli tacy mili. Zabili wszystkich oprócz Mori’ego. Zabrali go gdzieś na północ. Nie wiedział gdzie go zabierają. Nie chciał się dowiedzieć, postanowił uciec. Pewnej nocy, gdy żołnierze zaczęli libację, zawołał jednego pijanego strażnika. Mori zaczął wyzywać żołnierza, a ten dał się podejść i otworzył klatkę, w której więzień był zamknięty. Strażnik był pijany i Vici nie miał problemu z obezwładnieniem go. Zabrał klucze, ukrył ciało, a potem zabrał swój miecz, zbroję, konia oraz sporo pieniędzy. Zabił jeszcze dwóch żołnierzy i pojechał na północny wschód. Nie wiedział co go tam czekało, pojechał na oślep, przez 4 dni bardzo mało spał i prawie w ogóle nie odpoczywał, bo bał się pościgu. A ten był tuż za nim. W lesie spotkał bandę złodziejaszków, którym zaproponował pieniądze za zabicie pościgu. Ci oczywiście się zgodzili, Vici nie chciał im wyjaśniać dlaczego go ścigają, a bandytów to nie obchodziło. Po zasadzce bandytów zrobiło się trochę mniej, ale żołnierze zostali wybici. Zapłacił im należną kwotę i zaproponował kolejny interes. Mori wiedział, ze będą go szukać, choć jeszcze nie wiedział dlaczego. Podobno ma to związek z jego rodziną – dowiedział się tego od pijanego strażnika. Elf zawarł układ z bandytami. Mianowicie, wynajął ich jako ochronę. Mieli odprowadzić go, aż za rzekę Alba. Czekała ich bardzo długa droga.

Przez okres podróży Mori czuł się nieswojo. Złodziejaszkowi grabili napotkanych podróżników, gwałcili kobiety, mordowali dzieci i starców. Nie robili tego nagminnie, usprawiedliwiali się brakiem rozrywki i chęcią zabawy. Elf ani razu nie dołączył się do tej ‚rozrywki’. Bardzo mu się to nie podobało. Mimo obaw, jemu nic się nie stało. Można nawet powiedzieć, że wiele się nauczył od tych bandytów. Mori nigdy nie walczył bronią ma serio. Uczestniczył jedynie w zabawach i konkursach, ale bez przelewu krwi. Po długiej podróży elf nabrał obycia w walce. Nauczył się również wielu manewrów, a nawet tego jak należy się ustawiać w czasie ataku, obrony, uniku, a także gdy przeciwników jest więcej. Wiele wyniósł z tych nauk, a jak się później okaże często z tych umiejętności korzystał.

Gdy podróż dobiegła końca, po bardzo wielu perypetiach, Mori opuścił swych towarzyszy. Postanowił zapomnieć o nich. Rozpoczął samotną wędrówkę na północ, miał nadzieje, że rozpocznie nowe życie daleko, jak najdalej od Nilfgaardu i cesarza. Zamieszkał na wsi, lecz nie wytrzymał długo w jednym miejscu, postanowił wyruszyć jeszcze dalej na północ.
Nie znalazł miejsca dla siebie, podróżował przez 20 lat. Nie śpieszył się nigdzie. Dokładnie wiedział, że jeszcze wszystko może go spotkać. Gdy rozpoczął 71 rok życia wydarzyło się coś, co zupełnie zmieniło jego poglądy życiowe.

W lesie, wieczorem, gdy rozpoczynał kolejną podróż zauważył coś, co widział tylko ten jedyny raz w życiu. Zdarzenie to było tak okropne, że śniło mu się to po nocach przez kolejne 2 lata. Dokładnie – zobaczył jak jacyś złodzieje bestialsko mordowali niewinnych ludzi. To co widział kiedyś, gdy uciekał z południa, nie mogło się równać temu co wydarzyło się tego dnia. Całe szczęście bandytów nie było wielu. Tylko 5. Po chwili nie został już nikt. W Mori’ego wstąpiła fala gniewu, agresja wypełniała jego umysł, a adrenalina żyły. Tylko raz coś takiego mu się zdarzyło, choć nie można było wykluczyć kolejnego przypadku. Od tej pory postanowił zwalczać zło, stał się łowcą nagród. Niektórzy nazywali go płatnym mordercą, a jeszcze inni ‚mistrzem śmierci’.

I tak upływały dni, miesiące, lata, Mori Vici zdobył renomę, która mogła doprowadzić do jego zguby. Czy doprowadziła ? Tego dowiecie się niebawem …

7 komentarzy do “Mori Vici”

  1. Beerbarian pisze:

    Cóż… Na początu pochwalę Cię za chęci i napisanie tego tekstu. Jeśli jednak mam być szczery, to trochę temu artykułowi brakuje. Szczególnie rażące są błędy gramatyczne, jak i składnia zdania. Sama historia jest przyzwoita i po kilku przeróbkach da się z niej skorzystać. Ogólnie oceniam Twój debiut na ‚5’.
    Pozdrawiam…

    PS.Karawan i karawana znacząco się różnią! 🙂

  2. Tomek pisze:

    Fajnie, że masz chęci i trochę samozaparcia – za to należy ci się pochwała. Następnym razem postaraj się jednak odejść trochę od sztampy i unikać nieścisłości( miasto Mamelodii zmieniło się ze starego na nowe?).
    Ćwiczenie czyni mistrza!

  3. Sienio pisze:

    juz nie dlugo chetni beda mogli przeczytac moj kolejny artykul. bedzie to ciad dalszy powyzszego. mam nadzieje ze bedzie lepszy niz ten. teraz posratam sie bardziej skrupulatnie poprawiac blegu ortograficzne i gramatyczne.
    tomku a co do zmiany „ze starego na nowe” to oczywiscie przenosnia.
    gdy skoncze ( mam jeszcze plany dotyczace mori’ego )poprawie cala trylogie. powiem tylko ze MORI VICI

  4. Sienio pisze:

    jest pierwsza czescia trylogii. bedzie jeszcze 20 LAT DO OKOLA KONTYNENTU, a trzecia czescia bedzie OSTATNIE TCHNIENIE.

    P.S przepraszam ze napisalem ten komentarz w 2 czesciach ale przez przypadek ( jestem zmeczony – mialem ciezki dzien ) nacisnolem nie to co trzeba 🙂

  5. Eldrad pisze:

    Jak zauważył Beer tekst roi się od błedów ortograficznych, gramatycznych i stylistycznych.
    W niektórych momentach aż prosi się rozbudowanie zdań do bardziej zrozumiałej postaci (skrótowość niektórych opisów nie wpływa najlepiej na komfort czytania).
    Pojawiają się też pewne nielogiczne rozwiązania w fabule np. rozbójnicy pomagają elfowi w zamian za wynagrodzenia, gdy tym czasem mogą zdobyć jego majątek w sposób prostrzy i bez ryzyka (łatwiej zabić i obrabować samotnego elfa niż walczyć z całym pościgiem, no nie).
    44 lata dla elfa to właściwie wiek nastoletni może warto by było trochę postarzeć głównego bohatera.
    Autor używa na przemian czasu teraźniejszego i przeszłego co może nie jest złe gdy jest umiejętnie skomponowane ale w postaci z tego artu jest bardzo męczące.
    W sumie po niejakich wachaniach między oceną 4, a 5 postanowiłem wybrać tą ostatnią. Niestety to nie szkoła i skala u nas jest do 10. Mimo to debiut przyzwoity, zachęcam do dalszej pracy.

  6. JURATRIS pisze:

    pozostale sa lepsze

  7. Dark Estel pisze:

    więc, jak sam chciałeś nie oceniamy Cię zbyt pobłażliwie 🙂

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

top