search
top

Dziennik Trifosforana Pentafluorosulfoniana

Dziennik Trifosforana Pentafluorosulfoniana

Piotr Ruchała

Oto Ja, Trifosforan Pentafluorosulfonian Trzeci, Mag, postanowiłem spisać ten dziennik, żeby wszyscy ludzie na tym parszywym świecie dowiedzieli się o moich najznakomitszych i najodważniejszych czynach. Rzekłem.

3 lipca Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy.
Wreszcie skończyłem szkołę. Teraz trzeba do Mnie mówić ‚Czcigodny Panie Absolwencie Szkoły Magicznej w Buahahaha’. Wychowawca nawet Mnie pochwalił. Powiedział, że cieszy się bardzo, iż skończyłem tę szkołę. Później co prawda dodał „Nareszcie”, ale cóż z tego. Ja również się cieszę, że będę mógł opuścić mury tej placówki i wyruszyć na szlak. Biada, jeśli ktoś zagrodzi Mi drogę! Potraktuję go morderczym czarem o nazwie „Iskierki”.

10 lipca Roku Wielkiego Hipopotama I Tak Dalej.
Od pewnego czasu idę przez Wielki Las. Mam wielkie szczęście. Znalazłem czapeczkę z pomponikiem, którą zgubiłem przedwczoraj. To pewnie przez jakieś zagięcie czasoprzestrzeni.

12 lipca Roku Wielkiego Hipopotama.
Dziwne. Wszystkie gospody na tym szlaku nazywają się ‚Leśna zagroda’ i we wszystkich jest taki sam barman. To pewnie sieć restauracji prowadzona przez braci bliźniaków. Jak Burger Wizard. Ten las jest strasznie długi.

13 lipca Roku Tego Samego Hipcia Co Poprzednio.
Zorientowałem się, że idę w kółko. To nie były żadne zagięcia ani bracia bliźniacy. Cóż bym zrobił bez Mego ponadprzeciętnego intelektu! Oczywiście Ja Sam domyśliłem się, że to zła droga. Tak przy okazji: Dziś spotkałem pierwszego potwora – minotaura. Przypaliłem go ‚Iskierkami’. Od razu się przewrócił. Tylko nikt w szkole Mi nie powiedział, że zabici tym czarem turlają się przez pewien czas ze śmiechu. Trudno. Napiszę o tym w Swojej książce, którą niebawem zamierzam wydać.

17 lipca Roku Wielkiego Hipopotama (i co ci astrolodzy mają do tych biednych zwierząt!)
Dotarłem do miasta. Nazywa się Paris. Teraz ludzie to wymyślają dziwne nazwy! Gdy Mój dziadek był chłopcem, miasta nazywały się prosto i tradycyjnie: Rheoteratadywanonium, Xerortvandagdserwisberg i tym podobne. Gdy tylko wszedłem do karczmy, by odnowić swe siły i odżywić swój hipergenialny umysł inteligentną rozmową oraz żołądek skromną strawą, podszedł do Mnie drab i zapytał, czy szukam guza. To nielogiczne. Jak można szukać guza, jeśli nie da się go zgubić? A może w szkole i o tym Mi nie powiedzieli? To by było do nich podobne. Muszę to zanotować i umieścić w książce. Powiedziałem zatem, że dotąd nie, ale już zaczynam poszukiwania i natychmiast schyliłem się, bo a nuż znajdę go na podłodze. To dopiero by było odkrycie! Kolejna dziwna rzecz. Gdy się schyliłem, poczułem nad sobą powiew wiatru. Jakby nade Mną przelatywała pięść. Ale to przecież niemożliwe. Wszyscy w tej karczmie byli tacy mili!

20 lipca Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy (zgłoszę to do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami!)
Wszyscy Mi mówią, że ‚To był świetny unik’ i ‚Wreszcie ktoś znokautował Wielkiego Toma’. O co może im chodzić? Jeden facet z mieczem w ręku i zbroją (nie w ręku, tylko na korpusie) powiedział, że chętnie powitałby tak wielkiego maga i wojownika w swojej drużynie. Podobało Mi się to ‚Wielkiego Maga’, więc się zgodziłem.

1 sierpnia Roku-Sami-Zgadnijcie-Jakiego.
Od pewnego czasu jestem w „Drużynie Szalonego Uthera Wojownika”. Brudasy jakich mało. Wszędzie brudzą, jedzą bez użycia sztućców i się nie myją. Próbowałem ich napoju. Nazywa się ‚Piwo’ i jest całkiem smaczny, ale trochę gorzkawy. Oprócz Mnie jest tu pięć osób: Szalony Uther Wojownik (to ten z mieczem i zbroją), Edzia Czarodziejka z Parisa, Fąfel Barbarzyńca, Paskudny Złodziej Karolek i Albin Kapłan. Po prostu Albin Kapłan. Byłbym zapomniał, Mnie nazywają tutaj „Gwiezdny Atakujący Znienacka Czarodziej z Umiejętnością Walki Wręcz Trifosforanek z Buahahaha’.

4 sierpnia Roku Hipopotama Ciągniętego Za Uszy.
Dziś poszliśmy za miasto na jakąś ‚akcję’. Czekaliśmy dwie godziny, aż wreszcie na trakcie pojawił się krasnolud na osiołku.
Uther powiedział „Teraz” i wszyscy rzucili się z krzykiem na krasnoluda. Nie wiedziałem, o co chodzi, więc też się rzuciłem. Bo przecież jestem odważny. Krasnolud zszedł z osła i powiedział „No to teraz dostaniecie, jakem Willibald Hugon von Frankensteinstadt!’. Ucieszyłem się, bo lubię być obdarowywany i krzyknąłem „Ja chcę pierwszy!”. Ocknąłem się wieczorem w obozie mojej drużyny. Uther powiedział „Byłeś świetny! Odwróciłeś jego uwagę, a my go ograbiliśmy!”.
A w szkole mówili Mi, że grabi się trawę, a nie ludzi. Nieuki w tej Akademii.

20 sierpnia Roku Hipopotama (Wielkiego) Z Rozciągniętymi Uszami.
Jeszcze kilka razy byliśmy na ‚akcji’. Zdziwiłem się, bo nie używali żadnych grabi, tylko zabierali delikwentowi wszystko, co miał. Z tego, co wiem, nazywa się to ‚kradzież’. Przynajmniej tak mówili w szkole. I mówili jeszcze, że to jest karane. Chyba w tej kwestii się nie pomylili, bo dzisiaj znalazłem kartkę ze swoim portretem i napisem: ‚Poszukiwany żywy lub martwy przez władze miasta Paris’. Wolę raczej nie być znalezionym w tej drugiej sytuacji. To trochę krępujące.

24 sierpnia Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy.
Juhuuuuuu! To było cudne przeżycie! Uciekłem w brawurowy sposób przed pościgiem! Co prawda Ja byłem na koniu, a strażnicy na osłach, ale to też dokonanie. Tym sposobem nie jestem już w Drużynie Szalonego Uthera Wojownika, sp. z o.o.

1 września Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy (nie mam już siły z tym walczyć).
Błąkałem się po traktach i dojechałem do jakiegoś mostu. Przed nim stał troll i chciał jakieś ‚umyto’. Powiedziałem, że już się myłem i żeby się odczepił. Wtedy on zaczął krzyczeć, żebym nie robił z niego głupka i rzucił się na Mnie z kijem do prymitywnej gry zwanej ‚Bazowa piłka’. Rzuciłem ‚Iskierki’. Niestety nie podziałały. Przecież to najpotężniejsze zaklęcie, jakie znam!!! Dobra, sam tego chciał! – pomyślałem. I rzuciłem w niego ‚Potężne uderzenie z Siłą Muchy’. Troll zatrzymał się i powiedział „Dobra dobra! Mam łaskotki! Możesz przejść”. Łaskotki – pomyślałem – po prostu bał się mojej potęgi!

3 września Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy (ale to i tak niesprawiedliwe wobec hipopotamów).
Dzisiaj spotkałem na drodze jakiegoś elfa. Cały czas przeglądał się w lusterku. Podszedłem do niego i zapytałem o drogę.
Powiedział, żebym chwilkę poczekał, wyciągnął łuk i strzały i krzyknął: „Pieniądze albo życie!!!”. A to drań. Rzuciłem na niego „Koszmarną Plagę Brodawek”.
-Jejku jej! – zajęczał – coś ty ze mną zrobił??? Jak Ja teraz wyglądam!!! – Wyciągnął lusterko i zaczął się przeglądać – zrób coś, PROSZĘ!!!!
Wtedy wpadłem na świetny pomysł. Pomogłem mu i odjechałem jako właściciel sakiewki ze złotem i elfickiego łuku.
Aha. Ktoś Mi powiedział, że troll nie kwestionował mojej czystości, tylko chciał myto. To taka opłata.

15 września Roku Słonia… Żartowałem. Roku WHCZU oczywiście.
Dojechałem do kolejnego miasta. Sprawia bardzo miłe wrażenie. Nazywa się Totenstadt i jest zamieszkiwane przez bardzo miłych krasnoludów. Zaprosili Mnie nawet na „Dance Macabre” o północy – to jakaś ich plemienna zabawa. Odmówiłem, bo grzeczni czarodzieje śpią o tej porze.

16 września Roku Wlk. Hipopotama CZU.
Gdy się obudziłem, cały plac był zachlapany krwią. W nocy słyszałem jakieś krzyki. Pewnie ktoś się przewrócił i bardzo go bolało, bo krzyczał jak zarzynany. Przy okazji zwiedziłem miasto. Znalazłem pomnik jakiegoś boga. Miał czaszkę zamiast głowy i trzymał w ręce kosę. Podpisany był „Morteon”. Hmm… W nocy słyszałem też wołanie: „Wielki Morteonie, przyjmij te ofiary.” Czyżby czcili takiego dziwnego bożka? Mniejsza z tym. Jadę na zachód. Im dalej od Paris, tym lepiej.

18 września RWHCZU.
Cóż za przemiła niespodzianka. Spotkałem na szlaku Edzię Czarodziejkę z Parisa. Długo rozmawialiśmy. Okazało się, że Uther i Fąfel Barbarzyńca zostali straceni, a Paskudny Złodziej Karolek uwięziony. Ocalała tylko Ona, Albin Kapłan i Ja. Jakże by mogło być inaczej. Przecież taki Geniusz jak Ja nie mógł zginąć!!! Edzia naprawdę nazywa się Edvarda de Moonlightwarriorwizard i jest elfem. Powiedziała, że może Mnie nauczyć kilku porządnych czarów. Bezczelna! Gdzież jej się równać do Mnie. Widziałem jej nędzne sztuczki, nie ma porównania z ‚Iskierkami’. Tylko trochę bardziej widowiskowa jest ta ‚Olbrzymia Kula Ognia Spalająca Wszystko Na Swej Drodze’.

3 października Roku Tego Samego Co Dotychczas.
Podpatrzyłem tę jej kulę ognia. Nic trudnego. Kiedyś podpalę tym ognisko. Poza tym spotkaliśmy Albina Kapłana. Namawia nas do pomocy Karolkowi. Nic z tego. Nie wraca się gdzieś, gdzie obiecują sakiewkę złota za twoją głowę. To bywa ryzykowne. Pytałem się Albina o tamtego Morteona. Podobno to bóg morderstw i składa mu się ofiary z ludzi, najkrwawsze zawsze w Totenstadt. Na pewno to kłamstwo. Mieszkańcy byli tam tacy mili!

6 października Roku Wielkiego Hipopotama – te uszy pewnie dawno mu już odpadły.
Albin nauczył Mnie bardzo przydatnego czaru „Kuracja odchudzająca w weekend”. Aż dziw, że taki genialny umysł jak Ja wcześniej go nie opanował.

10 października Roku Wielkiego Bezuchego Hipopotama.
Próbowałem dziś rozpalić ognisko ‚Olbrzymią Kulą Ognia’. Przypalił Mi się pomponik na czapeczce. To naprawdę fajny czar. Że też sam go nie wymyśliłem! Później wypróbowałem go jeszcze na dwóch wilkach, trzech wiewiórkach, siedmiu bandytach, jednym nieuczciwym sprzedawcy kiszonej kapusty i jednej zagrodzie. Jest PRAWIE tak dobry jak Moje ‚Iskierki’. Mój czar jest jednak bardziej humanitarny.

16 października Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy – mam tydzień dobroci dla astrologów.
Albin powiedział stanowczo „Wracamy uwolnić Karolka”. Tak stanowczo, że nawet Ja nie sprzeciwiłem mu się mimo Moich ‚Iskierek’, ‚Kuracji odchudzającej’, ‚Potężnego uderzenia’, ‚Kuli ognistej’, ‚Brodawek’, ‚Leczenia brodawek’ i innych przerażających, genialnych czarów. Zastrzegłem sobie tylko prawo do szybkiej ucieczki tak-w-razie-czego.

16 listopada Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy – ech, to nazewnictwo!
Nie wiedzieć czemu, Albin szerokim łukiem ominął Totenstadt. Przecież to takie miłe krasnoludy!!!

28 listopada Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy – Noblesse oblige, muszę używać pełnych nazw.
Znajomy elf już chciał nas okraść, ale Mnie zauważył i krzyknął: Oddam wszystko, tylko więcej nie rzucaj na Mnie ‚Brodawek’!
Przyda nam się to złoto, poprzednia sakiewka już się zaczęła kończyć.

30 listopada Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy.
Spotkaliśmy trolla i znowu zażądał myta. Gdy zacząłem mruczeć pod nosem inkantację, powiedział:
-Nie licz na to! Uodporniłem się na łaskotki.
To był błąd. Wymruczałem czar do końca. To była ‚Olbrzymia Kula Ognia’. Mam nadzieję, że tutejsze zwierzęta lubią smażonego trolla.

7 grudnia Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy.
Dotarliśmy do Parisa. Szybko znaleźliśmy więzienie. I swoje portrety z napisami: ‚Wrogowie publiczni poszukiwani przez władze Parisa, Lacroce, Dunkopf i Lożę Czarodziejską za kradzieże w Paris, podpalenia w Lacroce i Dunkopf, przebywanie w zakazanym mieście Totenstadt i nadużycia magii’. Moi towarzysze spojrzeli na Mnie znacząco, więc przybrałem „Minę słodkiego niewiniątka nr 3”. Aha. Moim zdaniem na portrecie wyszedłem zbyt grubo.

12 grudnia Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy.
Nasze twarze pokryła iluzja. Podczas szybkiej akcji odbiliśmy Karolka i uciekliśmy co sił w nogach. Dotarliśmy aż do Fort Red Erik na południe od Parisa. Zamierzamy jednak uciekać dalej, do Barbarii. Mam nadzieję, że tam nie sięgają wpływy Loży Czarodziejskiej.

31 grudnia Roku Wielkiego Hipopotama Ciągniętego Za Uszy (jeszcze, ale już niedługo).
Po długiej tułaczce dotarliśmy do granicy. Na tabliczce „Welcome to Barbaria, ostatnia niecywilizowana ostoja. Opłata za wejście: 3 denary + VAT.” Na szczęście mieliśmy jeszcze tyle pieniędzy. W przeciwnym razie byłbym zmuszony użyć ‚Iskierek’.

1 stycznia Roku Zgniłoniebieskiej Truskawki (Nareszcie coś nowego.)
Doszliśmy do wioski Fąfla Barbarzyńcy. Przyjęto nas tu bardzo życzliwie (jak każdego, kto ma pieniądze do wydania na suweniry). Uznali, że Fąfel musiał być wielkim, odważnym, honorowym wojownikiem i zginął na polu chwały. Nie wyprowadzaliśmy ich z błędu. Postanowiliśmy tu zostać. No, przynajmniej tak długo, aż nie zostaniemy zapomniani przez Lożę i władze miast.

I żyliśmy długo i szczęśliwie. Jeśli wyruszymy w kolejną podróż, napiszę drugi dziennik.

KONIEC

6 komentarzy do “Dziennik Trifosforana Pentafluorosulfoniana”

  1. warened pisze:

    Świetne wprost cudowne.!! Czekam na kontynuacje(jeśli będzie)

  2. Wraith pisze:

    Jasne, że będzie. Nawet zacząłem już ją pisać.

  3. Staszko pisze:

    Jak wól wzorowane na Pratchetcie…co nie znaczy, ze zle!!!!!
    Bardzo dobre, kolego P…Wraith! Ups! Chyba si wydalem – tak to ja Wraith, twoja zmora! 😉 (zmora upiora???)

  4. Wraith pisze:

    O, Staszku, tu przesadziłeś! Pratchett nie był mym natchnieniem! Pratchetta to ja nawet tak średnio lubię.

  5. Kaen pisze:

    Trochę nudne i średnio śmieszne. Kilka dobrych pomysłów jest tak uparcie powtarzanych, że po n-tym razie staja się trochie irytujące. A na Pratchettcie jest wzorowane (niezbyt udatnie) nienzależnie od tego co Autor o tym mowi:).
    Proponuję w drugiej części zrezygnować z upartego gagu z ‚Iskierkami’ i tylka raz określić nazwę roku:).

  6. Stasio pisze:

    Brawo!!!! Fajne to było napisz coś jeszcze

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

top