search
top

Czop de Butt

Czop de Butt, słynny łowca nagród z Koviru. Brązowo-oki szatyn posiadający wielką ambicje i chęć do przecinania nici życia. Wieloletni staż łowcy nagród. Głęboki wyznawca kultu „Lwiogłowego pająka”. Znany w Novigradzie z swojej precyzji (zawodowej).

Historia zaczyna się w Novigradzie. Czop siedział sam przy stoliku w karczmie „POD GOŁYM NIEBEM” i sączył piwo.
– Panie Czop de Butt- krzyknął karczmarz z za lady.
– Tak o co chodzi karczmarzu- powiedział de Butt.
– Ktoś do pana -odpowiedział. Z za lady wyszła wysoka, zakapturzona postać w czarnym płaszczu.
– Witam – powiedział albo powiedziała. De Butt nie mógł zidentyfikować postaci – Mam dla pana robotę. Szczegóły omówimy za miastem, w lesie, pod dużym bukiem, niech będzie za chwilę. Mam nadzieje że wie pan gdzie to jest?
– Tak. Ale jeden mały szczegół Ci umknął.
– Jaki?
– Nie spytałeś się czy chcę coś zrobić, ale się zgadzam. Niech będzie za miastem.
– Więc do zobaczenia.
– Ta – rzucił de Butt wychodząc z karczmy. Dosiadł swojego konia i odjechał w stronę bramy.
Minął bramę. Później wjechał w las.
– Psst – usłyszał Czop z krzaków. Odruchowo się obrócił. Zobaczył tam młodego elfa. Na oko 20 lat. Celował do niego z łuku. Niestety Czop miał za mało oleju w głowie. Od razu rzucił się w stronę elfa bez uprzedniego wyjęcia broni i później tego żałował. Elf puścił cięciwę. Strzała trafiła de Butta w udo. Zaklął siarczyście. Błyskawicznie wyjął miecz i ciął na odlew celując w twarz. Krew trysnęła z szczęki elfa. Znów zaklął. Obryzgała Czopowi cały nowiutki kaftan. Elf zawył i padł na ziemię martwy. De Butt przeszukał go starannie. Nie znalazł nic co przykułoby jego uwagę. Pojechał dalej. Postanowił że na miejscu opatrzy swoją ranę.
W pewnym momencie skręcił w las. Poderwał konia do cwału. Nagle przed oczami ukazał mu się wielki buk. Na gałęzi siedziała zakapturzona postać. Zsiadł z konia i usiadł pod drzewem. Zaczął wyjmować strzałę z uda.
– Nieźle się poharatał panie de Butt.
– Napadł mnie jakiś.
– Niezwykłe ma pan szczęście, a to się przyda w pańskiej misji – Czop spojrzał na niebo. Zaczęło się ściemniać. A niebo było czyste, bez chmurne.
– Czy mógłbym poznać imię mego pracodawcy?
– Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, panie de Butt.
– Nie ma nieba i piekła. Umieramy i koniec. Idziemy do piachu. Później tam gnijemy. – Czop z reguły ukrywał swoje poglądy na temat śmierci.
– Jeśli pan tak myśli.
– Dobrze, a więc, pana albo pani godność?
– Dowie się pan, jak dojedziemy na miejsce.
– Na miejsce? – zdziwił się Czop.
– Do mojego miejsca zamieszkania.
– Nigdzie nie jadę dopóki nie poznam…
– Sprawia mi pan wielką przykrość. Związać go! – krzyknęła kobieta. Za drzewa rzuciło się na biednego łowcę pięciu zbrojnych. Związali de Butta. Wsadzili go na konia i pojechali w siną dal. Gdy wyjeżdżali z lasu nieznajomy „Ktoś” zbliżył się do jego konia.
– Jak pan sądzi. Kim ja jestem?
– Jakimś smrodem, który w zagadkowej sprawie wlecze mnie do swojej kryjówki.
– Niezupełnie, ale z tą kryjówką jest pan blisko. Jedno pewnie pan wie. Zależy mi na tym aby ta sprawa nie miała rozgłosu.
– I tylko to wiem.
– Reszty dowie się pan na miejscu. Przepraszam za ten sznur, ale nie chciał pan po dobroci, to trzeba było. Jeśli się panu sprawa nie spodoba, to pojedzie pan sobie gdzie chce.
– Już mi się nie podoba.
– Cóż za pesymizm. Mówię panu, jeszcze szczęście się do pana uśmiechnie.
– Mam nadzieje.
Jechali tak gościńcem, aż tu nagle z boku wyskakuje dwóch zbrojnych. Podobnych do tamtych. Zawiązują opaskę na oczach Czopa. Zrzucają go z konia i gdzieś wleką. Po godzinie ciągłego marszu wrzucają de Butta do komnaty i zdejmują opaskę. Znajdował się w małej izbie z dużą ilością okien. Na zewnątrz już było ciemno. Zobaczył spadającą gwiazdę.
– Oby ta robota mi się opłacała – pomyślał de Butt.
– Co tam mamroczecie panie de Butt – powiedziała postać.
– Nic.
– To dobrze. Ja jestem Muriel Strug. Przepraszam za dojazd, ale zapewniam pana warto było. Rana boli ?
– Nie – podeszła do niego i wtarła coś w udo.Do Czopa podszedł strażnik i rozwiązał go. Muriel w tym samym czasie zdjęła płaszcz. Była to pół elfka posiadająca złociste włosy i wielkie niebieskie oczy. Usta drobne, smukłą twarz i malutki nos. Uszy miała normalne. To znaczy jak ludzie. Jej szczupłą i, co tu ukrywać, piękną sylwetkę okrywały obcisłe szaty. Ud pozazdrościła by jej każda kobieta na kontynencie. Próbował walczyć ze swoim wzrokiem aby nie przylepił się do elfki. Na szczęście udało mu się. Obrócił się i wyjrzał przez okno. Niebo było czyste, powoli zapalały się niektóre gwiazdy pośród gwiazdozbiorów. Wyjął z kieszeni manierkę i powoli zaczął sączyć z niej miód. Nie pamiętał skąd miał tą manierkę. Solidna, metalowa, obita skórą bazyliszka. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać skąd ją ma.
– Może ktoś mi dał w podziękowaniu za ukatrupienie kogoś – pomyślał – albo ja zabrałem jakiemuś trupowi albo ukradłem, a zresztą nie ważne.
– Panie de Butt, sprawa ma się tak…- przerwała mu Muriel
– Zaraz, zaraz, zaraz.
– Jakie zaraz?
– Jakiej wysokości będzie zaliczka?
– Pańska ręka.
– Co?
– Zostawimy pana rękę w spokoju.
– Że co?
– Nie odetniemy jej panu. Płace po załatwieniu sprawy.
– yyyyyyyyyyy.. nnnnnnnnooooo… jaka to sprawa? – szybkim ruchem schował manierkę do kieszeni.
– Szukamy pewnego faceta. Nie wiemy kim on jest, ani jak się nazywa. Proponuje panu 1500d jeśli pan go złapie. Cicho, nie przeszkadzaj. Zabił on mego ojca. Może po trupie pan pozna kto mógłby go tak poharatać. Za mną! – poszedł za nią jak pies na smyczy.
Weszli do podziemi oświetlonych tylko paroma pochodniami. Na środku stała drewniana trumna. Podeszli do niej. Dwóch strażników stojących obok podnieśli wieko. Ukazał się ich oczom elf podziurawiony jak poduszka do igieł. Czop się przestraszył. Przypomniał sobie. Wieś „Karmazynowa”. Tydzień temu. Ludzie powiedzieli, że elf im żyć nie daje i gra im na flecie a później żony chędoży i zapłacą za jego głowę sto pięćdziesiąt denarów. Zabił go, a później wyszli chłopi i podziurawili elfa widłami. Dostał forsę i pojechał dalej. A teraz proszą go o złapanie samego siebie co nie było zbyt śmieszne. Już sobie wyobrażał jak będą go torturować. Kiedy go zabiją i jak ?
– Panie de Butt, zrobi to pan.
– Co? Tak, ach tak zrobię.- jedno było pewne, że musi uciekać stąd jak najdalej. A ta misja ułatwiała mu sprawę.
– Jeśli pan wykona zadanie proszę przyjechać pod duży buk. Moi ludzie mają tam posterunek. Proszę dwa razy krzyknąć „mam”. Rozumie pan ?
– Ta, jasne. Gdzie tu jest wyjście ?
– Chce pan już jechać ?
– Tak, 1500d piechotą nie chodzi.
– Proszę wyjść tymi drzwiami i po schodach w górę jest tam pana koń.
– O jak miło – uśmiechnął się i wyszedł. Gdy otworzył drzwi ukazały mu się kręte schody po których wszedł na górę, na końcu otworzył klapę i wyszedł na powierzchnię. Po chwili znalazł swego konia i ruszył w stronę Koviru (w tym państwie jedynie go nie szukano ).
– Nareszcie będę wolny. Będę w Kovirze – myślał – Zobaczę co u mamuśki. Ciekawe czy jeszcze mieszkają w tej zabitej dechami wsi. Ale najpierw muszę gdzieś przenocować. W tych okolicach niebezpiecznie nocować. Zabiłem tu szefa straży bo to chyba widać wieś „Karmazynową”, ale zaryzykuje – w oddali widać było okna karczmy. Wjechał do stajni, która należała do karczmy. Chciał się upewnić czy nikt go nie goni. Tylko jak? Nagle obok przeszedł wieśniak.
– Chłopie!
– Co? Gdzie? Jak?
– Tu chodź tu!
– A po co?
– Dam ci piątaka – wyjął z kieszeni pięć denarów i pokazał chłopu.
– Dobra – wieśniak szybko podszedł.
– Czy do karczmy ostatnio wszedł jakiś facet z mieczem?
– Ano jo.
– Jak wyglądał?
– Ma długa broda i zbroje ma…
– Ale jest sam ?
– Ano jak te palec.
– Dzięki. – wieśniak odszedł. Najwidoczniej zapomniał o pięciu denarach. De Butt był porażony inteligencją chłopa. Powoli wszedł do karczmy. Zamówił piwo i siadł przy wolnym stoliku. Po krótkiej chwili przysiadł się do niego gruby krasnolud. Trzymał w ręku talie kart. Czop miał jeden nałóg. Był to hazard. Spojrzał na krasnoluda i kiwnął głową. Karzeł uśmiechnął się i powiedział:
– Od ilu zaczynamy?
– 100 d.
– Dobra. – równocześnie wyjęli sakwy na stół.
– Gramy – krasnolud rozdał karty i zaczęli grać.
– Wie pan mam zły nałóg. Nie lubię przegrywać. – de Butt przełknął ślinę bo właśnie krasnolud przegrał. – To pan się pożegna z rączkami – położył topór na stół.
– Spokojnie to się da załatwić.
– Oooooo… Pan de Butt jak miło pana widzieć. – powiedział ktoś z tyłu. De Butt wykorzystując nie uwagę krasnoluda i błyskawicznie wyjął miecz. Wbił mu miecz w czaszkę, wstał i obrócił się na pięcie. Jakieś trzy kroki za nim stał facet w zbroi płytowej, twarz była prawie cała zakryta brodą.
– To będzie długa noc – pomyślał Czop.
– Witaj – powiedział wojownik.
– Taaak…
– Czy nie pamięta mię pan.
– Nie przypominam sobie.
– Jak zabił pan tego elfa.
– Aaaaaaa… pan chciał go bronić. Przypominam sobie.
– Wyzywam pana na miecze.
– Tego mi jeszcze brakło.
– Stawaj pan przed karczmą i nie pieprz lisie chędożony.
– Zgoda – wyszli na dwór. Już mieli skrzyżować miecze gdy do miasta wpadła straż.
– To ten – krzyknął ktoś z karczmy pokazując palcem Czopa.
– Kurwa jego mać – krzyknął de Butt i puścił się biegiem do stajni po konia. Wreszcie go dorwał. Wyjście zablokowało mu dwóch młodzików ze straży.
– Z tymi będzie łatwo – pomyślał de Butt. Po czym wyjął sztylet i miecz. Dojeżdżał już do nich. Jeden ze strażników nie wytrzymał rzucił się w jego stronę – o jeszcze lepiej. Jeden jest samobójcą. – Rzucił sztyletem w tego który został zaś szarżującego przeciął na pół. Spojrzał na drugiego. Wyjmował z piersi sztylet i kaszlał krwią. De Butt wyjechał ze stajni. przed nim stało ośmiu strażników.
– Żałosne – powiedział do siebie. Pierwszy rzucił się na niego facet z korbaczem. Czop wymamrotał coś pod nosem i wzniósł ręce ku niebu. Nagle wszyscy strażnicy spadli z koni.
– Coam Agh Ter ma mnie w swojej opiece – powiedział. Nagle poczuł silny ból w potylicy i zemdlał.
Obudził się w celi przed nim stał jakiś grubas.
– Piękna noc panie de Butt. Czyste niebo. Niech pan zapamięta ten dzień. To ostatni dzień. Zaraz pan idzie na szafot.
– Powiesicie mnie pod gołym niebem.
– Tak. Chodź już Czop – wyszli na jakiś plac. Wszedł na stołek Założyli mu pętle na szyje.
– Jest pełnia – pomyślał Czop – jak pięknie, jak cudnie – chrzęst odsuwanego stolika i tak zakończył swój żywot Czop de Butt…..

10 komentarzy do “Czop de Butt”

  1. Vysogotek pisze:

    Takie to to sobie.

  2. Missio pisze:

    nie powiem żeby mi sie podobało bo mi sie nie podobało……..
    imie to on ma poprostu wyjechane…..niby poważna historia a tu na samym wstępie imie czop i nazwisko kapeć……but
    dziwne że poradził sobie z kilkoma strażnikami (jednego nawet na pół przeciął) a jak go wcześnej chcieli związać to oporu nie stawiał
    dziwne że z wyjęciem strzały czekał aż dojedzie na miejsce..
    chyba, że chodziło ci żeby zrobić z niego kogoś w stylu rambo…

  3. M_F pisze:

    Mnie to sie niepodobalo. Nie wiem czemu. Po prostu niepodobalo mi sie. Moze takie jakies wyprane z emocji? Nie wiem… Fakt ze jabym nie napisal takiego opowiadania 🙂 (tj. napewno napisalbym gorsze :))

  4. Vysogotek pisze:

    Chyba wiem, na czym polega problem.
    To nie jest opowiadanie.
    Bardziej kojarzy mi sie to z hmmm, ze szkolnym wypracowaniem?

  5. Breja pisze:

    TOTALNY STOLEC to to nie jest,ale zastrzeżeń mam mnóstwo.
    Dialogi.Sa baaaaardzo niedopracowane,pomijając błędy ort.oczywiście.
    Styl również pozostawia wiele do życzenia,zwroty "aż tu nagle z boku wyskakuje dwóch zbrojnych"są niedopuszczalne.
    Ogolnie rzecz biorąc zmarnowałeś dobrą historyjke,co jestem skłonny Ci wybaczyć,ale jednego wybaczyć nie moge.
    LORDZIE 7 ZMARNOWAŁEŚ WSPANIAŁEGO BOHATERA JAKIM JEST CZOP deBUTT!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Jest jednak szansa na odkupienie("a slim hope" jak to mawiała pewna stara kobieta w pewnej wiosce)
    Lordzie 7 popracuj nad stylem i dialogami,zwolnij troszke tempo bo wydarzenia w twoim op.następują po sobie jak kule w serii z miniguna,zrób z Czopa mniejszego Rambo(trafne spostrzeżenie Missio) i opisz jego historie przed feralnym dniem we wsi "Karmazynowa".
    Czop to idealny bohater na serie żartobliwych opowiadań.
    opowiadanie oceniam na dst.-

    Leśny Dziadek

  6. Ramdal pisze:

    "- Tak. Ale jeden mały szczegół Ci umknął.
    – Jaki?
    – Nie spytałeś się czy chcę coś zrobić, ale się zgadzam." – czy ten czop nie jest z letsza głupawy ?

    Zobaczył tam młodego elfa. Na oko 20 lat. – zaiste, młode to…

    Te Czop – nie bądź taki Geralt – tego bardzo brakuje w tym opowiadaniu…

    Jeżeli mam być szczery, to styl jest kiepski, baaaardzo !!!

    Wygląda tak, jakby nie chciało Ci sie za bardzo tego pisać…

  7. hubi234 pisze:

    Nie oceniam, bo nie wiem jak. Historaia ciekawa, ale moznaby ja bylo inaczej napisac (zapewne robiles to tak jak ja "Opowiesc o pewnym magu", czyli jednym ciągiem, a nie jest to najlepsza metoda, jak stwierdzam z autopsji)

  8. lord7 pisze:

    Przepraszam wszystkich . To opowiadanie faktycznie jest lipne . hubi ma racje pisałem je jednym ciągiem . Jestem początkującym więc proszę abyście dali mi szanse się poprawić może w innym dziale!!!

  9. Breja pisze:

    Lordzie7 nikogo nie przepraszaj i nie zapomnij o Czopie de Butt on bardzo chce żebyś opisał jego wcześniejsze dzieje!!!!!!!!!!!!!!!!

    Leśny Dziadek

  10. Rack pisze:

    mialem zamiar przeczytac….
    ale przeczytalem najpier komentarze…
    potraficie odebrac checi do czytania…
    ;p

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

top