search
top

Almavera Acertado

Almavera Acertado przyszedł na świat w mieście Guleta, przemysłowej stolicy Aedirn. Data jego urodzin sugerowała, że czeka go niezwykłe i pełne wrażeń życie – działo się to bowiem dokładnie w Saovine, dniu duchów i magii. Co więcej, nieostrożny medyk, który odbierał poród, uniósł chłopca tak niefortunnie, że mały oparzył swe ramię od płomienia stojącej nieopodal świecy. Na ramieniu powstała potem ciemnoczerwona blizna, która dla wszystkich akuszerek przypominała kształtem skrzydła. A trzeba Wam wiedzieć, że wśród lokalnych wróżbitów, znak taki uchodził za zwiastun przyszłości pełnej zwrotów i zagadek. Mały Almavera szybko stał się więc osobą rozpoznawaną i wielu ludzi z zainteresowaniem śledziło jego każdy krok.

Malcowi jednak wyraźnie nie przeszkadzała wieczna asysta gapiów. Bawił się i psocił w najlepsze, za nic mając wnikliwe spojrzenia sąsiadów, czy podszepty przekupek na targu. Jego dzieciństwo bez wątpienia było szczęśliwe – wychowywał się jako jedyny syn kupieckiej pary. Ojciec Almavery był bowiem właścicielem spółki zaopatrującej huty Gulety w mahakamski węgiel. Kilkuletni chłopak, z tajemniczą blizną na ramieniu, miał więc wszystko czego chciał, a może nawet i więcej. Kiedy zaczął dorastać i myśleć o życiu nieco poważniejszymi kategoriami, zaczęło mu jednak czegoś brakować. Nie mógł się bowiem pogodzić z myślą, że czeka go nudny kupiecki żywot, kiedy już dorośnie i odziedziczy ojcowski interes. A on chciał podróży, poznawania nowych miejsc i ludzi, doświadczania niezapomnianych wrażeń i przygód.

Kiedy ledwie ukończył dziesięć lat, jego tajemnicze i niezwykłe Przeznaczenie dało o sobie znać. Otóż pewnego razu Almavera mocno się zamyślił podczas lekcji w przyświątynnej szkole. Jego myśli powędrowały w nieznane, a ręka, w której trzymał gęsie pióro, zaczęła kreślić na pergaminie skomplikowane znaki i symbole. Ku przerażeniu wszystkich uczniów, po kilku chwilach dziwne pismo zapłonęło żywym ogniem, który strawił w mgnieniu oka pergamin, a potem blat ławki Almavery. Nic więc dziwnego w tym, że już po tygodniu pojawiło się w Gulecie kilku lokalnych magów, którzy przez długie dni poddawali chłopca najróżniejszym eksperymentom. W końcu doszli do wniosku, że Almavera ma w sobie potężną moc magiczną – moc, która może być niebezpieczna dla jego otoczenia, chyba że zostanie ujarzmiona w Ban Ard, słynnej szkole czarodziejów.

Dokładnie w swoje dwunaste urodziny – dwunastą rocznicę swojego ‚magicznego’ przyjścia na świat, Almavera opuścił rodzinne gniazdo, by pobierać nauki w Ban Ard. Z początku tęsknił do rodziców i starego otoczenia, lecz z drugiej strony cieszył się ogromnie, że w końcu może się usamodzielnić i rozwinąć skrzydła. Nauka w szkole czarodziejów szła mu jak z płatka – stał się nawet obiektem zazdrości wielu mniej zdolnych kolegów. Wybitne zdolności przejawiał w dziedzinie kreślenia run i składania rąk do czarów. Jego opiekunowie nie znali dotąd nikogo, kto posiadałby podobny, naturalny talent. Co więcej, Almavera podczas pobytu w Ban Ard rozwinął także swój kunszt plastyczny. Obrazy, które malował i w które wkładał nieco swojej magii, były jak żywe – mieniły się feerią kolorów, zachwycały doskonałością kształtów i proporcji, pobudzały wyobraźnię. Wszystko układało się pomyślnie. Do czasu.

Bycie prymusem w szkole dla czarodziejów to niebezpieczna rola. Szczególnie biorąc pod uwagę niechęć, a wręcz nienawiść zazdrosnych kolegów. Oni to właśnie, z fałszywymi uśmieszkami na twarzy, zachęcali Almaverę do przyłączenia się do kultu, który założyli. Mieli ponoć badać tajniki zakazanej magii, a w swoim czasie odprawić nawet starożytny rytuał. Zafascynowany sekretnością tego przedsięwzięcia, Almavera przyjmował chętnie przepisane fragmenty zakazanych ksiąg, które dostarczali mu jego nowi przyjaciele. Byli to ci sami fałszywi przyjaciele, którzy niedługo potem śmiali się mu szyderczo w twarz. Ich niecny podstęp udał się bowiem znakomicie – dokładnie w dniu swoich siedemnastych urodzin, Almavera został wyrzucony z akademii za posiadanie zakazanych materiałów, a przez to kalanie dobrego imienia magii.

Almavera Acertado był zdruzgotany. Jego całe dotychczasowe życie załamało się w jednej krótkiej chwili, kiedy to po raz ostatni spoglądał na mury akademii w Ban Ard. W głowie miał tylko pustkę, a w sercu żal i palącą nienawiść do swych byłych kolegów. Czuł się samotny i zagubiony. Nie chciał wracać do Gulety, bo nie mógłby spojrzeć w oczy swoim rodzicom. Ruszył więc na trakt, rozpoczynając żywot włóczęgi i awanturnika. Na chleb zarabiał używając swoich nieoszlifowanych jeszcze umiejętności magicznych – leczył więc bydło i ludzi, pomagał chłopom przy pracy w polu, stosując słabe zaklęcia telekinetyczne, a czasami malował swoje niesamowite obrazy na zlecenie kupców czy szlachty. Depresja i zwątpienie jednak nie dawało za wygraną – Almavera staczał się powoli i wpadał w coraz to gorsze towarzystwo. Niewiele zostało już w nim z ambitnego i radosnego chłopca, którym niegdyś był.

Przeznaczenie czuwa jednakże nad swoimi wybrańcami i nie daje im tak łatwo odejść w niepamięć. To pewnie dzięki niemu Almavera obudził się w dniu swoich trzydziestych urodzin zupełnie odmieniony. Nie chciał już dłużej trwać w stanie odrętwienia, bólu i rozpaczy, który towarzyszył mu już od dobrych kilkunastu lat. Tamtego ranka w jego głowie zaświtała nowa, dająca nadzieję na przyszłość, myśl. Postanowił, że połączy swój talent plastyczny, zbierze resztki umiejętności magicznych i znowu stanie na nogi, będzie samodzielny, a ludzie znowu zaczną mówić o nim z podziwem i dumą. Za ostatnie pieniądze skompletował swój nowy ekwipunek – kilkadziesiąt najróżniejszych igieł, niezliczone ilości barwników i farb, zwój pergaminów oraz mały zaprzężony w parę mułów. I tak wyposażony, po raz kolejny wyruszył w świat. Tym razem wiedział jednak, że nie zaprzepaści danej szansy.

Mistrza Almaverę, ‚Kunsztownika Tatuażu’, spotkać możecie w zajeździe lub na jednym z dużych traktów Kontynentu. Ten chudy i długowłosy osobnik, o twarzy pooranej zmarszczkami i o uśmiechniętych oczach, podróżuje zawsze w swoim furgonie, ozdobionym kolorowymi napisami i pięknymi malunkami. Ubrany jest zwykle w bury chałat, a przy każdym jego kroku słychać akompaniament igieł, które podzwaniają cicho z jego sakiewki. Wielu już ludzi skorzystało z usług Mistrza Almavery i wielu chwali się do dziś dziełami sztuki, które on wytatuował na ich ciałach. Bo zaiste piękne są te wzory, wykonane ręką artysty i niedoszłego maga. A co najważniejsze, nie są to rzeczy drogie, bo Almaverze zawsze zależało bardziej na widoku zadowolonych klientów, niż na życiu w luksusie.

A co się tyczy klientów, to, paradoksalnie, są oni zazwyczaj wybierani przez Mistrza, a nie na odwrót. Jeśli chcesz więc mieć tatuaż o pięknym wzorze, nasyconych kolorach i udekorowany szczyptą magii, to pokaż Almaverze, że na to zasługujesz. Otrzymasz wtedy smoka, który zionąć będzie ogniem, gdy wykręcisz nadgarstek. A może gryfa rozprostowującego skrzydła, kiedy wyprostujesz plecy? Albo inny, ale równie niesamowity tatuaż. Jeśli jednak będziesz niegodny takiego daru, Mistrz zostawi na twoim ciele jedynie ładny, choć pozbawiony głębi i magicznego uroku tatuaż. Pewnie Falka i Mistle do dzisiaj żałują tego, że były tak nieprzyjemne i ordynarne w stosunku do Almavery.

Tekst ten dedykuję wszystkim uczestnikom konwentu R-Kon 2004.

6 komentarzy do “Almavera Acertado”

  1. Gasapar pisze:

    Fajne, Fajniejsze, NajFajniejsze 🙂 Ja poprosze o jeden taki tatuaż… 😀

  2. Finrod pisze:

    Świetnie się czyta… bardzo realna postać do świata wiedźmina… wybitne…

  3. Kogut pisze:

    Świetny artykuł. Małe potknięcie przy tych „mułach” – tam miał być jeszcze „wóz”, prawda? Niemniej – praca niemal że wybitna. I dlatego: 9 z dużym minusem. Ale 9.

  4. Mściwor pisze:

    Straszne, niema sie do czego przyczepić:) Postać przemyślana i idealnie pasująca do świata a przy tym nie super-giga-hiper heros jednym pierdnięciem powalający legiony. Po mojemu 10

  5. Ciesiel pisze:

    Wow, na początku myślałem, że będzie to zwykły czarodziej z blizną (dobrze że nie na czole :P) ale ten mistrz tatuażu naprawdę mnie zaskoczył. Myślę, że każdy BG chciałby mieć taki wyróżniający go z szarego tłumu tatuaż.
    Brawo za pomysł!
    Brawo za wykonanie!

    PS: Może dobrze by było jakby ktoś dostawił słowo „wóz” tam gdzie go brakuje, bo kiepsko to wygląda przy tak dobrym artykule

  6. Regiss pisze:

    Mimo braku jadnego słowa daje 10 bo artykuł super.

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

top