search
top

Agnus

Vinterberg spokojnie czyścił zatęchłe szklanki i kufle. W karczmie panował półmrok, świece powoli przygasały a ciszę mąciły tylko rzęsiste krople deszczu obijające się o dach gospody i odgłos szmatki pocieranej o szklanki. Przy samym rogu stolik zajęty był przez dwóch brodatych traperów odzianych w zwierzęce skóry i zapijających w milczeniu cienkie piwo. Dochodzi noc, a te dzikusy nie wychodzą, może zostaną na noc. Zarobiłbym przynajmniej, choć trochę w tej dupie świata – pomyślał karczmarz przyglądając się gościom spode łba. W tę rozległo się skrzypienie otwieranych drzwi i w progu ukazała się dziwna postać. Odziana była w długi do kolan brązowy płaszcz ze skóry, nosiła długie czarne buty obite futrem zaś głowę zakrytą miała kapturem, spod którego wystawały mlecznobiałe włosy. Wydawała się być lekko garbata, jednak mimo wszystko była to postać wysoka. Była strasznie przemoczona. Bez słowa podeszła do lady i zdjęła kaptur. Vinterberg przestraszony cofnął się parę kroków od lady. Przypatrywał mu się człowiek o skórze białej jak śnieg pokrywający puszcze Naroka. Był bielszy od ścian karczmy, włosy miał długie do ramion, luźno rozpuszczone, ale nie to było najgorsze, spoglądały na niego oczy czerwone niczym świeża krew a na twarzy o ostrych rysach rysowała się obojętność. Wiedźmin – pomyślał – trzeba się mieć na baczności, po czym przełknął głośno ślinę i odezwał się do przybysza niepewnym głosem:
-Tttak, czym mogę panu służyć.
-Dajcie mi piwo, ale lepsze niż tą lurę, co zazwyczaj podajecie. – odpowiedział spokojnie dziwoląg. Gospodarz mocno się zdziwił taką odpowiedzią, gdyż nigdy nie widział owego delikwenta a tym bardziej nie podawał mu żadnego piwa. Bardziej zdziwiło go, że wie on sporo na temat serwowanego tu napoju. Co prawda musiał ciąć koszty i dlatego ostatnimi czasy dolewał wodę, jednak bez niczego nalał mu nie rozcieńczone piwo do kufla, żeby nie mieć później jakiś problemów. Dziwak bez słowa położył na ladzie srebrną monetę, po czym rozsiadł się w stoliku naprzeciwko traperów. Wyższy brodacz przyglądał się całej scenie badawczo, po czym dał znak swojemu towarzyszowi, ten poprawiwszy lisią czapkę wstał razem z kompanem i wolnym krokiem podeszli do nowego gościa. Stanęli po dwóch stronach stolika zagradzając mu wyjście. Przybysz nie spojrzał się nawet na nich sącząc spokojnie złoty trunek, wtem wyższy brodacz nachylił się ku niemu i z czerwoną twarzą tłumiąc gniew rzekł:
-Na początek powiem grzecznie. Wynoś się z tej karczmy odmieńcu, bo my tu chędożonych mutantów nie chcemy!!! – ostatnie słowa wymówił niemalże krzykiem. Nie podziałały one najwyraźniej gdyż wędrowiec nawet nie spojrzał na brodacza, co go jeszcze bardziej rozsierdziło.
-Głuchy jesteś!!! Masz mi się stąd wynosić skurwysynu!!! Jeśli nie rozumiesz po ludzku to możemy sobie inaczej pogadać – mówiąc to dobył topór, którego ostrze błysnęło w świetle świec.
-Sam tego chciałeś!!! – wrzasnął, po czym zamachnął się, aby zadać cięcie przez skronie białasa. Ten jednak nie spoglądając nawet na chwile na trapera szybkim ruchem głowy uniknął topornego ciosu, wspólnik brodacza nie miał tego szczęścia. Ostrze rozcięło mu brzuch, z którego zaczęła tryskać krew. Skulony lisowczyk padł na ziemię klnąc i trzymając się kurczowo rany. Zaskoczony traper patrzył to na padającego towarzysza to na ślady krwi na toporze. Moment ten został wykorzystany przez białowłosego, który szybkim ruchem popchnął stolik prosto na dryblasa, który wraz ze stołem zderzył się z hukiem ze ścianą. W tym samym czasie białowłosy odskoczył na drugi koniec karczmy zrzucając płaszcz i dobywając cisowy łuk i napinając na nim strzałę. Brodacz próbował odrzucić stół, lecz gdy tylko wstał strzała wbiła mu się w czoło zabijając go na miejscu. Lisowczyk widząc to próbował sięgnąć po topór nieboszczyka, który wylądował obok niego, lecz gdy już prawie miał go w ręce strzała przybiła mu ją do podłogi. Nieszczęśnik zawył głośno, lecz wkrótce uciszyła go następna strzała, tym razem wbita w oko…

To krótkie opowiadanie opisuje jedną ze scen życia Agnusa, narokańskiego łowcy, którego los obdarował bardzo ciężkim życiem. Oto jego historia:

Historia:
Mało wiadomo na temat rodziców Agnusa, prawdopodobnie przestraszeni jego wyglądem porzucili niemowlaka w lesie na pastwę wilków i innych bestii. Malec miał jednak szczęście, gdyż odnalazł go wędrujący po puszczy druid, który postanowił zająć się wrzeszczącym maluchem. Krąg jednak niechętnie przyjął dziwaczne dziecko w swoje szeregi, tym bardziej, że nie wyczuwało się w nim żadnych mocy magicznych. I tak dorastał wśród druidów, którzy nazwali go Agnus. Dzieciństwo miał ciężkie, usługiwał innym bardziej uzdolnionym „normalnym” druidom. Narażony był na zaczepki i wyśmiewki ze strony swoich rówieśników, głownie z powodu swego wyglądu. Nawet Adalbert, (bo tak nazywał się druid, który go odnalazł) traktował go bardziej jak służącego niż przybranego syna, jednak nie obrażał go z powodu jego wyglądu ani nie był wobec niego tyranem. To on powiedział mu, że cierpi na chorobę zwaną albinizmem bardzo rzadką i nieuleczalną, lecz nie śmiertelną a powodującą jedynie większą wrażliwość na światło słoneczne, no i nietypowy kolor skóry i oczu. Wytłumaczył mu, że jest to spowodowane brakiem pigmentu, który nadaje kolor włosom, skórze itp. Poza tym nauczył go wielu rzeczy o lesie, jego mieszkańcom i zakorzenił w nim miłość do natury. Przekazał mu również umiejętność przetrwania w lesie oraz tropienia, rybołóstwa i polowania (tylko w ostateczności). I tak rozwijał się aż osiągnął wiek 16 lat. Wtedy to do kręgu przybyli elfowie z komanda wiewiórek, mocno nadszarpnięci przez walkę z tutejszym władyką i jego żołdakami. Szukali oni schronienia u druidów, a ponieważ strażnicy lasu również potępiali tutejszego hrabię (wybijał miejscową zwierzynę i zanieczyszczał gnojówką rzekę), postanowili pomóc elfom. Agnus wraz z innymi młodymi druidami leczył i zajmował się elfami, często z nimi rozmawiając, co było dosyć dziwne, gdyż z natury był małomówny.

Szczególnie polubił młodą elfkę imieniem Beatrice, która opowiadała mu o przygodach, jakich można zaznać na szlaku oraz o honorze i dawnej potędze Starszego Ludu, który teraz musi albo współpracować z człowiekiem, albo walczyć z nim i ledwo ciągnąć koniec z końcem. Agnus po pewnym czasie zakochał się w pięknej elfce, jednak nie potrafił jej tego powiedzieć. Czuł, że wyśmieje go i przez zniszczy to, co już do tej pory zaistniało. Nie chciał jej opuścić, dlatego gdy tylko elfy wyzdrowiały postanowił przyłączyć się do nich, jednak wiedział, że druidzi nie pozwolą mu na to. Dlatego uciekł on potajemnie z kręgu i dołączył się on do elfów, którzy początkowo traktowali go z dystansem, potem jednak odkryli w nim liczne talenty. Dzięki nim poznał Starszą Mowę, nauczył się świetnie strzelać z łuku oraz skory był do rozwijania swojej zręczności poprzez ćwiczenie akrobatyki. Walczył u boku elfów przez najbliższe 10 lat i uważał ten okres za najszczęśliwszy w swoim życiu, przede wszystkim, dlatego, że wyznał Beatrice swoje uczucie a ona mu je odwzajemniła, od tego czasu byli nierozłączną parą, która żywiła do siebie mocne uczucie. Niestety sielanka ta nie trwała długo… W pewnej potyczce z konkurencyjną bandą Jastrzębi, elfy poniosły sromotną klęskę, większość komanda, w tym Beatrice stracili życie. Ocalała tylko mała grupka elfów i Agnus. Z powodu straty ukochanej poczuł pustkę i stracił wszelką chęć życia. Przeżywając wewnętrzne rozterki postanowił opuścić swoich towarzyszy, aby nie być dla nich balastem. Jednocześnie poprzysiągł sobie zemstę na Jastrzębiach za śmierć ukochanej Beatrice. Nie spocznie dopóki nie wypełni zemsty na oprawcach, Jastrzębie to banda zwykłych ludzkich rębajłów i zabijaków, liczą 20 ludzi i uzbrojeni są przeważnie w drzewce i kusze. Opancerzeni są tylko w skórznie i hełmy, niektórzy noszą jeszcze kolczugi.

Czy Agnusowi uda się dokonać zemsty zależy tylko od ciebie Bajarzu…

Postać:

Rasa: Człowiek

Cechy:
Ko-3 Po-3 Si-2 Zm-4 Zr-3 Zw-3 In-2 Og-1 Wo-2

Umiejetności:
Akrobatyka-2
Języki: starsza mowa-2
Języki:wspólny-2
Nasłuchiwanie-3
Polowanie-3
Przetrwanie-4
Rzemiosło:kucharstwo-1
Rzucanie-1
Skradanie-3
Spostrzegawczość-3
Strzelanie-4
Tropienie-3
Unik-4
Walka bronią-2
Walka wręcz-3
Wiedza:rośliny i zioła-3
Wiedza:zwierzęta-3
Wigor-2
Wspinaczka-2

Osobowość:
Reputacja(4) Honor(3) Przygoda(2)

Żywotność:
29

Wyposażenie:
Łuk długi, 50 strzał, ubranie podróżne, płaszcz przeciwdeszczowy, krzesiwo, hubka, nóż

Walka:
Obrona(dystans/broń/wręcz)-2/4/5
Broń:łuk długi(2k6+2),nóż(k2+2xsi)
Zbroja:skórznia(1)
Magia:
Obrona:1

Porady:
Powyższy archetyp nie jest typowym szablonowym archetypem postaci wykonanej punktowo czy losowo. Stworzyłem go na podstawie biografii oraz życiowych perypetii bohatera. Może wydawać się zbyt potężna, dlatego jeśli którykolwiek z graczy będzie chciał nią zagrać powinien być bardzo doświadczonym graczem lub po prostu „osłabić” postać. Jednak Agnusa można użyć na sesji jako BN, może wokół niego uda się ułożyć jakąś ciekawą przygodę? Bohaterowie graczy mogą go spotkać podczas swych podroży po północy, wtedy mógłby opowiedzieć im swoją przygodę. Można użyć go również jako „obłąkanego wędrowca”, który będzie chciał w czymś przeszkodzić graczom, w czym to zależy tylko i wyłącznie od ciebie…

13 komentarzy do “Agnus”

  1. Selion napisał(a):

    „porzucili niemowlaka w lesie na pastwę wilków i innych bestii”
    Czemu rodzice zawsze są bezduszni i porzucają dzieci jak psy? Zazwyczaj dzieci się pod sierocińcami porzucało, albo przed klasztorami, a tam szukano dla nich mamki 🙂

    Bardzo mi się podoba, zwłaszcza to, że Agnus ma takie przyziemne problemy, niektórzy napisaliby, że był efektem ubocznym eksperymentu czarodzieja, że opętało go coś, a tutaj po prostu porzucony albinos (mam psa albinosa sasasa) 🙂
    Czasem opis zbyt.. chociaż nie, faktycznie jako opis, nie narracja, czy opowiadanie, dobrze jest. 9 🙂

  2. JAskier napisał(a):

    Trzeba przyznać, że dla takich artów nadal nie trzcę wiary w to, że WGW nadal żyje. Nie obyło się co prawda bez błędów stylistycznych i interpunkcyjnych (miejscami brak przecinków), jednakże nie zmienia to faktu, iż jest to solidna praca. Tak trzymać! 7+

  3. Khahun napisał(a):

    Wielowątkowa i dobrze rozbudowana historia postaci, niecodzienne, lecz życiowe problemy i porządne opowiadanie… Zastanawiam sie tylko, jaką rolę w tworzeniu tego artykułu odegrał Adalbert? (może zasponsorował tusz i papier?) :p
    No co tu dużo mówić, Radagaście, niezła robota! 🙂

    Ps. Wypasiony ten Twój „baranek albinos” :p

  4. Ciesiel napisał(a):

    Nie obyło sie bez błędów (np mowi sie „wiązać koniec z końcem”, a nie ciągnąć :P) ale ogolnie ciekawe, chociaz szzerze mowiac za duzo nowego art nie wprowadza. Najbardziej podoba mi sie nie sama postac, ani tez nie pomysł, ale opowiadanie. Naprawde ładnie napisane. 🙂

  5. Radagast napisał(a):

    Szczerze mówiąc to trochę sie naczekałem na tego arta… Potem jak spojrzałem po czasie to zauważyłem sporo błędów i myślałem, że dlatego, no ale w końcu się pojawił;P
    Dzięki za oceny i komentarze. No cóż Ciesiel, są gusta i guściki jak to mówią:P A co do porzuconego dziecka, to niestety mentalność ludzi średniowiecza była, jaka była(poza tym nie byłby taki barwny, gdyby uchował się w szczęśliwej rodzince pędząc sielankowe życie).

  6. Lucjan napisał(a):

    Wyjątkowo nie podoba mi się ta praca. Po pierwsze, buty mogą być wysokie, nie długie. Po drugie, lisowczyk to członek lekkiej jazdy polskiej, 1615 itd.. Po trzecie, historia jak z wiedźmina.

  7. Radagast napisał(a):

    Panie Lucjanie, jestem wdzięczny za słowa krytyki, dzieki nim sam potrafię zauważyć wiele błędów, przez co moje przyszłe prace mogą byc lepsze. Postaram sie wyjasnić owe błedy:
    1.Co tu dużo wyjaśniać, zwykły błąd językowy, zdarza sie każdemu, tu jednak naprawde jest trochę głupi.
    2.Doskonale wiedziałem, kim byli lisowczycy, jednak nie potrafiłem znaleźć lepszego określenia trapera w lisiej czapie, a owy nieszczesny lisowczyk sam mi się narzucił.
    3.Tu nie do końca rozumiem, o co chodzi, ale jeśli chodzi o zżynanie jakichkolwiek wątków z dzieł Sapkowskiego, to jest chyba przesadzony. Wątek tragicznej miłości(tu daje przykładowy, a wątków może byc znacznie więcej) występuje w ogromie dzieł literackich(choćby Silmarillion Tolkiena, ba… na wet Krzyżacy Sienkiewicza:)), więc ja nie nazwał bym tego „historia jak z wiedźmina”. A jeśli traktując ten punkt bardzo ogólnikowo, to mógłbym uznac go nawet za komplement;) Jeszcze raz dziękuje i pozdrawiam-Radagast

  8. Lucjan napisał(a):

    Ja też i nie chcę ubliżać, czytałem wiele Pana prac i podobały mi się, ale z historią jak z Wiedźmina… To nie był komplement, w jednym z tomów Geralt wchodzi do karczmy, społeczeństwo rzuca się na niego, pokazowo morduje ich…

  9. Wert napisał(a):

    Bardzo mi się podoba ten artykuł. Zgodzę się z Lucjanem w tym, że „historia jak z wiedźmina”. I o to chodzi. I dlatego m.in. mi się tak podoba 🙂
    Zgrabnie napisane opowiadanko, mimo drobnych błędów stylistycznych, jest całkiem wciągające. Ciekawa postać bohatera.

  10. Pala napisał(a):

    ej mam pytanie
    mozna tu podkresleniegrac??

  11. Pala napisał(a):

    sorry za podklesnienie 🙁

  12. Gieferg napisał(a):

    „więc ja nie nazwał bym tego „historia jak z wiedźmina”. ”

    e skąd. Białowłosy facet wchodzący do karczmy i robiący w niej sieczkę to bardzo oryginalne. Jedyna róznica to łuk zamiast miecza. Poza tym – napina się łuk a nie strzałę 😛

  13. Crazy Punk napisał(a):

    „agnus” oznacza po łacinie „baranku”…

    Twoja postać nie jest łagodna jak baranek 😛

    A tak na serio, to nienajlepiej. Pomysł na postać moze i nienudny, ale opowiadanie jakoś tak dziwnie znajome…

Zostaw Komenatrz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.

top