{"id":779,"date":"2004-10-11T21:51:55","date_gmt":"2004-10-11T21:51:55","guid":{"rendered":"http:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/?p=779"},"modified":"2004-10-11T21:51:55","modified_gmt":"2004-10-11T21:51:55","slug":"ruiny","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/ruiny\/","title":{"rendered":"Ruiny"},"content":{"rendered":"<p align=\"center\"> Ruiny<br \/>\nKontynuacja przyg\u00f3d Ettariel i Caleba\n<\/p>\n<p>&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp          S\u0142o\u0144ce pra\u017cy\u0142o niemi\u0142osiernie. Ludzie mieszkaj\u0105cy w miastach chowali si\u0119 w ch\u0142odnych domach. Jednak tych dwoje na trakcie nie przejmowa\u0142o si\u0119 upa\u0142em. Szli keadwe\u0144skim traktem. Drzewa rzuca\u0142y przyjemny cie\u0144, wi\u0119c promienie nie przeszkadza\u0142y zbytnio w\u0119drowcom. Byli to elfka Ettariel i krasnolud Caleb. Od kilku dni szli razem, bez celu. Nie m\u00f3wili prawie wcale, bowiem uwa\u017cali to za zb\u0119dne. W ko\u0144cu o ile\u017c przyjemniejsze jest s\u0142uchanie \u015bwiergotu ptak\u00f3w i szumu drzew? Dok\u0142adnie cztery dni wcze\u015bniej pokonali zielonego smoka. Trupa jednak zostawili za sob\u0105. Na pami\u0105tk\u0119 tego wsp\u00f3lnego zwyci\u0119stwa zabrali tylko po kilka pazur\u00f3w. Nie zale\u017ca\u0142o im na s\u0142awie ani na bogactwie. My\u015bli ich zaprz\u0105tni\u0119te by\u0142y przygodami, kt\u00f3re dopiero ich czeka\u0142y. Oboje po\u015bwi\u0119cili wszystko dla w\u0119dr\u00f3wki i przyg\u00f3d. Ettariel zreszt\u0105 niewiele mia\u0142a do po\u015bwi\u0119cenia. Rodzice byli jej zupe\u0142nie obcy, przyjaci\u00f3\u0142 w\u015br\u00f3d elf\u00f3w nie mia\u0142a. Caleb za\u015b by\u0142 sierot\u0105, rodzic\u00f3w nie pami\u0119ta\u0142, a od dziecka wmawiano mu, \u017ce sensem jego \u017cycia jest walka i przygoda.&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp       Zostawili za sob\u0105 Liksel\u0119 i w\u0119drowali na p\u00f3\u0142noc traktem. Pod wiecz\u00f3r, gdy s\u0142o\u0144ce mia\u0142o si\u0119 ju\u017c ku zachodowi, Ettariel rzek\u0142a:<br \/>\n&#8211; Sprzykrzy\u0142a mi si\u0119 podr\u00f3\u017c bez celu. Musimy wybra\u0107 miejsce, gdzie p\u00f3jdziemy, bo inaczej dotrzemy wkr\u00f3tce na kraniec \u015bwiata.<br \/>\n&#8211; Zgadzam si\u0119 z tob\u0105. My\u015bla\u0142em o tym ju\u017c wcze\u015bniej, alem nie mia\u0142 odwagi si\u0119 przyzna\u0107. Znasz mo\u017ce t\u0119 okolic\u0119? &#8211; powiedzia\u0142 Caleb.- Oczywista, \u017ce nie. Los mnie tu przygna\u0142. Od ch\u0142op\u00f3w wywiedzia\u0142am si\u0119, \u017ce do Keadwen dotar\u0142am. Jednak s\u0142ysza\u0142am o ruinach Shaerrawedd. O ile dobrze si\u0119 orientuj\u0119, to by\u0142 zamek czy twierdza nale\u017c\u0105ca do nas, do elf\u00f3w, do Starszego Ludu&#8230; &#8211; Caleb spojrza\u0142 w niebo. Musia\u0142 si\u0119 przyzwyczai\u0107 do przeb\u0142ysk\u00f3w zachwytu nad swoj\u0105 ras\u0105 u Ettariel. &#8211; Mo\u017cemy tam skierowa\u0107 swe kroki.<br \/>\n&#8211; Na to mog\u0119 przysta\u0107, acz niech\u0119tnie. To dla mnie zupe\u0142nie obce miejsce, w dodatku nale\u017c\u0105ce do elf\u00f3w, kt\u00f3re nienawidz\u0105 mej rasy.<br \/>\n&#8211; Czy\u017cby\u015b si\u0119 bardziej obawia\u0142 o w\u0142asn\u0105 rzy\u0107, ni\u017c chcia\u0142 zasmakowa\u0107 kolejnych przyg\u00f3d? &#8211; zapyta\u0142a elfka z niedowierzaniem.<br \/>\n&#8211; Nie, lecz, bacz na to, chyba nikt nie chcia\u0142by gada\u0107 z kim\u015b, kto a\u017c p\u0142onie z nienawi\u015bci do niego&#8230;<br \/>\n&#8211; W\u0105tpi\u0119, czy ty by\u015b gada\u0142. &#8211; za\u015bmia\u0142a si\u0119 Ettariel. &#8211; Za ciebie zazwyczaj przemawia tw\u00f3j top\u00f3r.<br \/>\n&#8211; C\u00f3\u017c wi\u0119c poczniemy? Idziemy pozwiedza\u0107 Shaerrawedd?<br \/>\n&#8211; Tak, skoro i ty si\u0119 na to zapatrujesz.<br \/>\n&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp             Tak wi\u0119c nast\u0119pnego ranka, przy pierwszych promieniach wschodz\u0105cego s\u0142o\u0144ca, gdy w odleg\u0142ym Ard Carraigh zapia\u0142 pierwszy kur, ruszyli w drog\u0119. Wed\u0142ug niedok\u0142adnych oblicze\u0144 elfki do ruin mieli dotrze\u0107 jeszcze tego dnia przed wieczorem. W\u0119drowali wi\u0119c, nie daj\u0105c sobie czasu na wypoczynek. Nie odzywali si\u0119, bo i po co? Szli, ws\u0142uchani w cisz\u0119, kt\u00f3ra ich otacza\u0142a. Dopiero po po\u0142udniu zrobili sobie przerw\u0119. Zatrzymali si\u0119 na polanie, z kt\u00f3rej wida\u0107 by\u0142o trakt. Znale\u017ali j\u0105 przez przypadek, kiedy szukali czego\u015b do jedzenia. Zebrali jedynie gar\u015b\u0107 czy dwie poziomek, ale to, oczywi\u015bcie, nie zaspokoi\u0142o ich g\u0142odu.<br \/>\n&#8211; Czekaj tu. Spr\u00f3buj\u0119 co\u015b upolowa\u0107, bo z g\u0142odu umieram. &#8211; rzek\u0142 Caleb i ruszy\u0142 w las.<br \/>\n&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp         Elfka tymczasem przysiad\u0142a na mchu i odp\u0142yn\u0119\u0142a my\u015blami w sw\u00f3j \u015bwiat marze\u0144. Nie wiedzia\u0142a, jak d\u0142ugo tak siedzia\u0142a, gdy nagle z zamy\u015blenia wyrwa\u0142 j\u0105 t\u0119tent kopyt. Skry\u0142a si\u0119 za pniem d\u0119bu i zacz\u0119\u0142a obserwowa\u0107 trakt. Niepokoj\u0105cy odg\u0142os zdawa\u0142 si\u0119 przybli\u017ca\u0107. Wtem zobaczy\u0142a ich. Kilkunastu je\u017ad\u017ac\u00f3w, kt\u00f3rych rasy nie zd\u0105\u017cy\u0142a stwierdzi\u0107, cwa\u0142owa\u0142o w stron\u0119, w kt\u00f3r\u0105 pod\u0105\u017cali i oni, Ettariel i Caleb. Uzbrojeni byli w miecze i \u0142uki, a ich twarze skryte by\u0142y pod obszernymi kapturami. Znikn\u0119li za zakr\u0119tem, ale elfka wci\u0105\u017c patrzy\u0142a w \u015blad za nimi zafascynowana.<br \/>\n &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp      Min\u0119\u0142o kilka chwil, gdy us\u0142ysza\u0142a za sob\u0105 trzask \u0142amanych ga\u0142\u0119zi. Odwr\u00f3ci\u0142a si\u0119 i ujrza\u0142a Caleba, nios\u0105cego na plecach upolowan\u0105 sarn\u0119. Pod pach\u0105 trzyma\u0142 kusz\u0119. Ettariel postanowi\u0142a, \u017ce na razie nie powie mu o tym, co widzia\u0142a. U\u015bmiechn\u0119\u0142a si\u0119 i pomog\u0142a mu przygotowa\u0107 sarn\u0119 do pieczenia.<br \/>\n &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp      Nie up\u0142yn\u0119\u0142a nawet godzina, gdy zdejmowali ju\u017c z w\u0142asnor\u0119cznie zrobionego rusztu skwiercz\u0105ce pieczyste. Posilili si\u0119 i ruszyli w dalsz\u0105 drog\u0119. Tak z\u0142apa\u0142 ich zmierzch. U\u0142o\u017cyli si\u0119 tu\u017c  przy trakcie na roz\u0142o\u017conych p\u0142aszczach. Jak zwykle nie rozmawiali, wi\u0119c ju\u017c po chwili spali.<br \/>\n  &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp        O \u015bwiecie zn\u00f3w skierowali swe kroki na p\u00f3\u0142noc. Ettariel wci\u0105\u017c my\u015bla\u0142a o je\u017ad\u017acach, kt\u00f3rych widzia\u0142a poprzedniego dnia. Wydawa\u0142o jej si\u0119, \u017ce by\u0142y w\u015br\u00f3d nich krasnoludy, bowiem niekt\u00f3rzy z nich byli ni\u017csi i masywniejsi od reszty.<br \/>\n     &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Oko\u0142o po\u0142udnia zobaczyli \u015bcie\u017ck\u0119 na wsch\u00f3d. Na suchej ziemi wida\u0107 by\u0142o wyra\u017ane \u015blady kopyt. Elfka ju\u017c wiedzia\u0142a, kt\u00f3r\u0119dy musz\u0105 i\u015b\u0107, by dotrze\u0107 do ruin. Czu\u0142a, \u017ce owych kilkunastu konnych te\u017c zmierza\u0142o do Shaerrawedd. Zboczyli wi\u0119c z traktu i ruszyli dr\u00f3\u017ck\u0105 w las. Drzewa ros\u0142y coraz g\u0119\u015bciej. Caleb dziwi\u0142 si\u0119 decyzji Ettariel, jednak nie powiedzia\u0142 ani s\u0142owa. Ufa\u0142 jej zmys\u0142owi orientacji.<br \/>\n       &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp    Pod wiecz\u00f3r, kiedy to s\u0142o\u0144ce chyli\u0142o si\u0119 ju\u017c ku zachodowi, musieli przedrze\u0107 si\u0119 przez straszny g\u0105szcz cierni. Nie by\u0142o to zbyt trudne, gdy\u017c kto\u015b, kto przechodzi\u0142 t\u0119dy wcze\u015bniej, wysieka\u0142 wi\u0119kszo\u015b\u0107 ga\u0142\u0119zi, kt\u00f3re mog\u0142yby przeszkadza\u0107. Elfka doskonale wiedzia\u0142a, kto&#8230;<br \/>\n       &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp   Nagle ich oczom ukaza\u0142 si\u0119 przecudny widok: oto przed nimi wznosi\u0142y si\u0119 ruiny zamku, zapewne pi\u0119knego w latach swej \u015bwietno\u015bci. Zaniem\u00f3wili, lecz po chwili, onie\u015bmieleni urokiem tego miejsca, ruszyli dalej. Min\u0119li mury i stan\u0119li na dziedzi\u0144cu. Niewiele zosta\u0142o z dawnego zamku zbudowanego przez elfy.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Byli potwornie zm\u0119czeni ca\u0142odzienn\u0105 w\u0119dr\u00f3wk\u0105, dlatego Ettariel zaproponowa\u0142a:<br \/>\n&#8211; Calebie, mo\u017ce przenocujemy w\u015br\u00f3d tych ruin?<br \/>\n&#8211; Tak, dobrze \u017ce\u015b wymy\u015bli\u0142a.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Tak wi\u0119c roz\u0142o\u017cyli p\u0142aszcze pod pozosta\u0142o\u015bciami \u015bciany i po chwili spali ju\u017c twardym snem. Nie by\u0142o im dane jednak d\u0142ugo cieszy\u0107 si\u0119 zas\u0142u\u017conym odpoczynkiem.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Obudzili si\u0119, s\u0142ysz\u0105c odg\u0142osy krok\u00f3w tu\u017c przy sobie. Zerwali si\u0119 na r\u00f3wne nogi, gdy\u017c ze wszystkich stron otacza\u0142y ich zakapturzone postaci z mieczami. Chwycili za bro\u0144, jednak nikt nikogo nie atakowa\u0142. Po chwili jeden z obcych wysun\u0105\u0142 si\u0119 kilka krok\u00f3w naprz\u00f3d i odrzuci\u0142 kaptur. By\u0142 elfem, to nie ulega\u0142o \u017cadnej w\u0105tpliwo\u015bci, w dodatku bardzo urodziwym, co nie umkn\u0119\u0142o uwadze Ettariel.<br \/>\n&#8211; Co tu robicie? &#8211; zapyta\u0142 gro\u017anie.<br \/>\n&#8211; Przed chwil\u0105 spali\u015bmy, ale teraz koncentrujemy si\u0119 na ka\u017cdych waszych ruchach. &#8211; odpowiedzia\u0142a hardo elfka.<br \/>\n     &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp       Elf roze\u015bmia\u0142 si\u0119 i opu\u015bci\u0142 miecz. Reszta posz\u0142a za jego przyk\u0142adem, zdj\u0119li te\u017c kaptury.<br \/>\n&#8211; Komando&#8230; &#8211; przesz\u0142o przez g\u0142ow\u0119 Caleba, gdy zobaczy\u0142, i\u017c owa dru\u017cyna sk\u0142ada si\u0119 z samych elf\u00f3w i krasnolud\u00f3w.<br \/>\n    &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp       Ten, kt\u00f3ry wygl\u0105da\u0142 na przyw\u00f3dc\u0119, rzek\u0142:<br \/>\n&#8211; Nazywaj\u0105 mnie Sanvil. Pewnie domy\u015blacie si\u0119, \u017ce ta zgraja i ja jeste\u015bmy komandem. Umiecie walczy\u0107, przeto mo\u017cecie zosta\u0107.<br \/>\n&#8211; Z czego wnioskujesz, \u017ce potrafimy walczy\u0107? &#8211; zapyta\u0142a Ettariel opuszczaj\u0105c miecz.<br \/>\n&#8211; Gdyby\u015bcie nie potrafili, nie chwyciliby\u015bcie za bro\u0144 na nasz widok. A was jak zw\u0105?<br \/>\n&#8211; Jestem Ettariel, a to jest m\u00f3j kompan, Caleb. Zaw\u0119drowali\u015bmy tu w poszukiwaniu przyg\u00f3d.<br \/>\n&#8211; Przy\u0142\u0105czcie si\u0119 zatem do biesiady!<br \/>\n     &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp      Dopiero w tej\u017ce chwili Ettariel i Caleb Ujrzeli po przeciwleg\u0142ej stronie dziedzi\u0144ca ognisko z piecz\u0105c\u0105 si\u0119 na nim ja\u0142\u00f3wk\u0105. Na ten widok przypomnia\u0142o im si\u0119, \u017ce ostatnio jedli poprzedniego popo\u0142udnia. Ich g\u0142\u00f3d spot\u0119gowa\u0142 si\u0119. Bez wahania przyj\u0119li propozycj\u0119. Ju\u017c po chwili siedzieli dooko\u0142a ogniska, weso\u0142o gaw\u0119dz\u0105c z komandem. Sanvil okaza\u0142 si\u0119 by\u0107 obdarzonym poczuciem humoru i opowiada\u0142 zabawne historie, a wszyscy pozostali pok\u0142adali si\u0119 ze \u015bmiechu. Kiedy ja\u0142\u00f3wka by\u0142a gotowa do spa\u0142aszowania, rozpocz\u0119\u0142a si\u0119 uczta.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp    W pewnym momencie Ettariel poczu\u0142a zawroty g\u0142owy. Chwil\u0119 p\u00f3\u017aniej nie czu\u0142a ju\u017c nic&#8230;<\/p>\n<p>    &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp         Kiedy ockn\u0119\u0142a si\u0119, by\u0142 ju\u017c ranek. Mia\u0142a skr\u0119powane nogi, r\u0119ce zwi\u0105zane na plecach. Obok le\u017ca\u0142 Caleb, ca\u0142kowicie przytomny. Wpatrywa\u0142 si\u0119 gdzie\u015b ponad rami\u0119 elfki, wi\u0119c i ona spojrza\u0142a w tamt\u0105 stron\u0119. Oto przy dogasaj\u0105cym ognisku siedzia\u0142o kilkana\u015bcie os\u00f3b: elfy i krasnoludy. Zna\u0142a ich ju\u017c. Co prawda, nie pami\u0119ta\u0142a dok\u0142adnie wydarze\u0144 z tej nocy, ale kiedy spojrza\u0142a na elfy i krasnoludy przy ognisku, wspomnienia powr\u00f3ci\u0142y i przed oczami stan\u0119\u0142o jej wszystko to, co prze\u017cy\u0142a przed kilkoma godzinami.<br \/>\n&#8211; Zdradzili nas! &#8211; przemkn\u0119\u0142o jej przez g\u0142ow\u0119.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Nie by\u0142a osob\u0105, kt\u00f3ra bezczynnie mog\u0142a poddawa\u0107 si\u0119 upokorzeniu, wi\u0119c spokojnie, lecz na tyle g\u0142o\u015bno, by us\u0142yszeli, powiedzia\u0142a:<br \/>\n&#8211; Czy\u017cby panowa\u0142a nowa tradycja, goszczenie obcych i trucie oraz zwi\u0105zywanie ich?<br \/>\n     &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Podszed\u0142 do niej Sanvil.<br \/>\n&#8211; Za du\u017co o nas wiecie. Poznali\u015bcie nasz\u0105 kryj\u00f3wk\u0119.<br \/>\n&#8211; Macie wi\u0119c zamiar nas zabi\u0107?<br \/>\n&#8211; Na razie nie. Szkoda mi ciebie, ale c\u00f3\u017c poradz\u0119&#8230; &#8211; wyra\u017anie si\u0119 z ni\u0105 dra\u017cni\u0142.<br \/>\n&#8211; Nie wiedzia\u0142am, \u017ce tak ochoczo pozbywacie si\u0119 tych, kt\u00f3rzy mog\u0105 by\u0107 wam przydatni&#8230;<br \/>\n&#8211; Przydatni? Do czego? Przecie\u017c nawet nie potraficie dobrze walczy\u0107.<br \/>\n&#8211; Za pierwszym razem, wczoraj w nocy, powiedzia\u0142e\u015b prawd\u0119, nie teraz&#8230; &#8211; rzek\u0142a i fikn\u0119\u0142a nogami kopi\u0105c go w kolana.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp     Nie spodziewa\u0142 si\u0119 ataku, wi\u0119c nie mia\u0142 najmniejszych szans na unik. Straci\u0142 r\u00f3wnowag\u0119 i przewr\u00f3ci\u0142 si\u0119. Na to zerwa\u0142a si\u0119 reszta komanda i otoczywszy Ettariel i Caleba wyci\u0105gn\u0119li w ich stron\u0119 miecze. Jeden z krasnolud\u00f3w przytkn\u0105\u0142 zwi\u0105zanej elfce do gard\u0142a ostrze i zani\u00f3s\u0142 si\u0119 \u015bmiechem.<br \/>\n&#8211; Odsu\u0144cie si\u0119! &#8211; rozkaza\u0142 Sanvil, podnosz\u0105c si\u0119.<br \/>\n       &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp   Na jego komend\u0119 ca\u0142a zgraja opu\u015bci\u0142a bro\u0144, poza krasnoludem przy Ettariel.<br \/>\n&#8211; Markos! &#8211; krzykn\u0105\u0142 ostrzegawczym tonem przyw\u00f3dca.<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp    Ten niech\u0119tnie do\u0142\u0105czy\u0142 do reszty. Sanvil doby\u0142 zza cholewki buta n\u00f3\u017c. Ettariel drgn\u0119\u0142a niezauwa\u017calnie. Elf jednak podszed\u0142 do niej i, nic nie m\u00f3wi\u0105c, rozci\u0105\u0142 wi\u0119zy kr\u0119puj\u0105ce jej r\u0119ce. Odsun\u0119\u0142a si\u0119, w\u015bciek\u0142a, i sama rozwi\u0105za\u0142a sznur na kostkach. Potem wsta\u0142a, zbli\u017cy\u0142a si\u0119 do Caleba i uwolni\u0142a go. Przez ca\u0142y tan czas patrzy\u0142a w oczy elfa. Wyprostowa\u0142a si\u0119.<br \/>\n&#8211; Dlaczego mnie uwolni\u0142e\u015b? &#8211; zapyta\u0142a dr\u017c\u0105cym g\u0142osem.<br \/>\n&#8211; Myli\u0142em si\u0119, co do was. Jeste\u015bcie wojownikami, w ka\u017cdym razie ty, Ettariel. Tw\u00f3j kompan jeszcze si\u0119 nie wykaza\u0142, ale te\u017c zapewne niejedno potrafi.<br \/>\n     &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp      Ettariel by\u0142a zszokowana. Nie mog\u0142a uwierzy\u0107, \u017ce kto\u015b, kto przed chwil\u0105 drwi\u0142 z niej, a przedtem otru\u0142 i kaza\u0142 zwi\u0105za\u0107, teraz chwali jej umiej\u0119tno\u015b\u0107 walki. Zapyta\u0142a wi\u0119c:<br \/>\n&#8211; Masz jaki\u015b cel w wychwalaniu nas? Chcesz co\u015b w zamian za uwolnienie, u\u0142askawienie, czy jak chcesz to tam nazwa\u0107?<br \/>\n&#8211; Przenikasz moje my\u015bli, Ettariel. Tak, chc\u0119 czego\u015b w zamian&#8230; &#8211; zamilkn\u0105\u0142 na chwil\u0119, po czym rzek\u0142: &#8211; Czy zechcecie przy\u0142\u0105czy\u0107 si\u0119 do nas? To uratuje wam \u017cycie, bowiem wiecie o nas za wiele, by swobodnie chodzi\u0107 po \u015bwiecie i rozpowiada\u0107 o nas innym&#8230;<br \/>\n      &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp      Caleb i Ettariel byli zaskoczeni. Tego si\u0119 nie spodziewali. Szybko zastanowili si\u0119, lecz im obu nie przypad\u0142o to do gustu.<br \/>\n&#8211; A co je\u015bli odm\u00f3wimy? &#8211; odezwa\u0142 si\u0119 po raz pierwszy Caleb.<br \/>\n&#8211; Domy\u015bl si\u0119&#8230;<br \/>\n&#8211; Sanvil, nie przyjmujemy tej propozycji. Droga jest nam wolno\u015b\u0107 i swoboda. Nale\u017cenie do komanda to ograniczenie. My nie potrafimy \u017cy\u0107 w ten spos\u00f3b. &#8211; powiedzia\u0142a elfka, na co Caleb us\u0142u\u017cnie pokiwa\u0142 g\u0142ow\u0105.<br \/>\n&#8211; Takiej odpowiedzi si\u0119 spodziewa\u0142em, wi\u0119c mam dla was inn\u0105 propozycj\u0119. Czy chcecie by\u0107 naszymi szpiegami w miastach i w innych pa\u0144stwach? W razie jakiego\u015b niebezpiecze\u0144stwa gro\u017c\u0105cego nam ostrzegaliby\u015bcie nas.<br \/>\n&#8211; Jak to sobie wyobra\u017casz? &#8211; spyta\u0142a Ettariel. &#8211; Jak mieliby\u015bmy si\u0119 z wami kontaktowa\u0107, je\u015bli byliby\u015bmy w innym pa\u0144stwie?<br \/>\n&#8211; Zawsze znajdzie si\u0119 kto\u015b gotowy zawie\u015b\u0107 was cho\u0107by na kraniec \u015bwiata dla adekwatnej zap\u0142aty.<br \/>\n&#8211; I to mi nie odpowiada. Jednak jest przecie\u017c mo\u017cliwo\u015b\u0107 spotykania si\u0119 na przyk\u0142ad raz na p\u00f3\u0142 roku we wcze\u015bniej um\u00f3wionym terminie i miejscu.<br \/>\n&#8211; Co p\u00f3\u0142 roku to zbyt rzadko, lecz pomys\u0142 jest dobry. Jestem sk\u0142onny si\u0119 do niego przychyli\u0107. Ch\u0142opcy i ty Melisso &#8211; doda\u0142 zwracaj\u0105c si\u0119 do zgrai Sanvil. &#8211; b\u0119dziemy musieli znale\u017a\u0107 wi\u0119cej szpieg\u00f3w.<br \/>\n       &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp      Dopiero teraz Ettariel zauwa\u017cy\u0142a, i\u017c jeden z elf\u00f3w jest kobiet\u0105. Melissa, bo tak najwyra\u017aniej mia\u0142a na imi\u0119, nosi\u0142a miecz u pasa, tak samo, jak ona. By\u0142a ubrana r\u00f3wnie sk\u0105po: nie do ko\u0144ca zawi\u0105zana p\u0142\u00f3cienna koszula rozmiaru dzieci\u0119cego i sp\u00f3dnica zakrywaj\u0105ca tyle, ile m\u00f3g\u0142by zakry\u0107 jedwabny szal zawi\u0105zany na biodrach. Jej twarz by\u0142a pi\u0119kna, lecz g\u0119sto poznaczona bliznami. Gdy przem\u00f3wi\u0142a, Ettariel us\u0142ysza\u0142a g\u0142os, kt\u00f3ry bardzo przypomina\u0142 g\u0142os, jaki s\u0142ysza\u0142a w snach i jaki koi\u0142 jej l\u0119ki i uspokaja\u0142. Nie zna\u0142a osoby, do kt\u00f3rej nale\u017ca\u0142, jednak czu\u0142a, \u017ce ma to co\u015b wsp\u00f3lnego z jej przesz\u0142o\u015bci\u0105.<br \/>\n&#8211; Nie mam nic przeciwko temu, ale to oznacza, \u017ce b\u0119dziemy musieli pojawi\u0107 si\u0119 w mie\u015bcie. &#8211; rzek\u0142a Melissa.<br \/>\n&#8211; Tak, ale, bacz na to, nie wsz\u0119dzie jeszcze nas znaj\u0105. &#8211; u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 Sanvil. &#8211; A wi\u0119c sprawa za\u0142atwiona. Spotykamy si\u0119 tu za p\u00f3\u0142 roku, na pocz\u0105tku wiosny. Je\u015bli jednak zdradzicie komukolwiek miejsce i czas spotkania, a jednocze\u015bnie nasz\u0105 kryj\u00f3wk\u0119, spotka was kara. Cho\u0107 my\u015bl\u0119, \u017ce mo\u017cemy wam zaufa\u0107.<br \/>\n&#8211; Tak, kary si\u0119 nie boimy, ale z za\u0142o\u017cenia nie zdradzamy cudzych tajemnic. Calebie, zostaniemy tu jeszcze kilka dni, prawda? &#8211; zapyta\u0142a Ettariel.<br \/>\n&#8211; Oczywi\u015bcie, \u017carcia przynajmniej nie zabraknie, bowiem lasy w zwierzyn\u0119 bogate. &#8211; odpowiedzia\u0142 po\u015bpiesznie krasnolud.<br \/>\n&#8211; Z ch\u0119ci\u0105 b\u0119dziemy was go\u015bci\u0107 tu cho\u0107by i rok! &#8211; za\u015bmia\u0142 si\u0119 Sanvil.<\/p>\n<p>        &#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp&#038;nbsp        To jeszcze nie koniec opowie\u015bci o Ettariel i Calebie, bo w mojej g\u0142owie rodz\u0105 si\u0119 ci\u0105gle nowe pomys\u0142y. Je\u015bli ta cz\u0119\u015b\u0107 odniesie sukces, b\u0119d\u0119 pisa\u0142a dalej.  <\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Kontynuacja przyg\u00f3d Ettariel i Caleba<\/p>\n","protected":false},"author":1288,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_et_pb_use_builder":"","_et_pb_old_content":"","_et_gb_content_width":"","footnotes":""},"categories":[15],"tags":[],"class_list":["post-779","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-fanfic","et-doesnt-have-format-content","et_post_format-et-post-format-standard"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/779","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/users\/1288"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=779"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/779\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=779"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=779"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=779"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}