{"id":630,"date":"2004-01-31T13:03:19","date_gmt":"2004-01-31T13:03:19","guid":{"rendered":"http:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/?p=630"},"modified":"2004-01-31T13:03:19","modified_gmt":"2004-01-31T13:03:19","slug":"na-trakcie","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/wiedzmin.zrpg.pl\/strona\/na-trakcie\/","title":{"rendered":"Na trakcie&#8230;"},"content":{"rendered":"<p>&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Pi\u0119ciu kusznik\u00f3w sta\u0142o w rz\u0119dzie celuj\u0105c w kl\u0119cz\u0105cego naprzeciw nich p\u00f3\u0142nagiego cz\u0142owieka.   Pi\u0119\u0107 kusz czeka\u0142o na wy\u0142adowanie, na naci\u015bni\u0119cie spust\u00f3w. Pi\u0119\u0107 be\u0142t\u00f3w mia\u0142o zmniejszy\u0107 populacj\u0119 ludno\u015bci Kontynentu o w\u0142a\u015bnie tego jednego cz\u0142owieka.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Nieopodal, w\u015br\u00f3d zgromadzonej na trakcie niewielkiej grupki kupc\u00f3w kr\u0105\u017cy\u0142y g\u0142osy o egzekucji \u0142otra, kt\u00f3ry wraz ze sw\u0105 band\u0105 napad\u0142 na konw\u00f3j kaedwe\u0144skiego wojska. Osobnik ten mia\u0142 rzekomo wyr\u017cn\u0105\u0107 o\u015bmiu ludzi, a potem podpali\u0107 jeden z woz\u00f3w przewo\u017c\u0105cych wa\u017cny \u0142adunek. Jednak \u017caden z kupc\u00f3w nie by\u0142 \u015bwiadkiem owego zaj\u015bcia. Wszyscy przybyli nied\u0142ugo po tym, zatrzymuj\u0105c si\u0119 w poszukiwaniu sensacji i rozrywki.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Kl\u0119cz\u0105cy nie mia\u0142 opaski na oczach. Nie wydawa\u0142 si\u0119 wystraszony, nie wygl\u0105da\u0142 na kogo\u015b, kto boi si\u0119 tego, co ma nast\u0105pi\u0107. Mierzy\u0142 kusznik\u00f3w zimnym, z\u0142owrogim spojrzeniem. Pe\u0142nym gniewu, nienawi\u015bci i pogardy, a zarazem ca\u0142kiem spokojnym i opanowanym. Patrzy\u0142 tak, jakby m\u00f3wi\u0142 im: &#8222;Strzelajcie! No co?! My\u015blicie, \u017ce si\u0119 boj\u0119?! A bodajby was bogowie poczernili! Strzelajcie, mnie nawet nie zaboli, ale przeklinam was! Ka\u017cdy, kto do mnie strzeli, nie zazna spokoju za \u017cycia ani po nim!&#8221;. Ten cz\u0142owiek za nic mia\u0142 \u015bmier\u0107 i ludzi, kt\u00f3rzy mieli mu j\u0105 zada\u0107. Gorzej, on uwa\u017ca\u0142 ich za najgorsze \u015bcierwo, ohydniejsze od wszystkich Scoia&#8217;tael, krasnolud\u00f3w, potwor\u00f3w i wied\u017amin\u00f3w, jakich kiedykolwiek nienawidzi\u0142 dow\u00f3dca napadni\u0119tego konwoju, fanatyk wojny z nielud\u017ami.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Pi\u0119\u0107 kusz czeka\u0142o w napi\u0119ciu. Ich w\u0142a\u015bciciele r\u00f3wnie\u017c czekali. Ale rozkaz strza\u0142u nie pada\u0142. Dow\u00f3dca \u017co\u0142nierzy zaznawa\u0142 dzikiej przyjemno\u015bci op\u00f3\u017aniaj\u0105c moment egzekucji. Uwielbia\u0142, kiedy skazani zaczynali krzycze\u0107: &#8222;Ju\u017c! Zr\u00f3bcie to albo mnie pu\u015b\u0107cie! Strzela\u0107! Strzelaaaa\u0107&#8230;&#8221;. Bola\u0142 jedynie nad tym, \u017ce takie sceny zdarza\u0142y si\u0119 tylko z lud\u017ami. Elfy by\u0142y zbyt dumne, by cokolwiek m\u00f3wi\u0107, a krasnoludy zbyt odwa\u017cne, by wo\u0142a\u0107 tak rozpaczliwie. Tak, krasnoludy nawet kiedy kl\u0119cza\u0142y zwi\u0105zane przed rz\u0119dem kusznik\u00f3w, zachowywa\u0142y si\u0119, jakby walczy\u0142y nadal. Jedynie ludzie w ko\u0144cu si\u0119 za\u0142amywali. Jedynie ludzie b\u0142agali o strza\u0142.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Ten cz\u0142owiek by\u0142 inny. Ju\u017c od p\u00f3\u0142 godziny bez przerwy wodzi\u0142 po katach tym swoim strasznym wzrokiem. &#8222;Jeszcze moment&#8221; &#8211; my\u015bla\u0142 dow\u00f3dca &#8211; &#8222;niech p\u0119knie, jeszcze momencik&#8230; Niech to, nie, to nie!&#8221; Zniecierpliwiony Kaedwe\u0144czyk rozkaza\u0142:<br \/>\n &#8211; Strzela\u0107!<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Pi\u0119ciu kusznik\u00f3w sta\u0142o bez ruchu. Wszyscy czuli na sobie wzrok kl\u0119cz\u0105cego.<br \/>\n &#8211; Strzela\u0107, do jasnej cholery! Ju\u017c, natychmiast! Strzelaaaaa\u0107!!! &#8211; krzycza\u0142 dow\u00f3dca.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Po d\u0142u\u017cszej chwili w stron\u0119 skaza\u0144ca polecia\u0142y cztery be\u0142ty. Pi\u0105ty, zaledwie kilkunastoletni kusznik nie strzeli\u0142. To on by\u0142 ostatnim, na kt\u00f3rym zatrzyma\u0142 si\u0119 wzrok p\u00f3\u0142nagiego cz\u0142owieka.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Cztery be\u0142ty lecia\u0142y do celu, ale go nie zabi\u0142y. Po uderzeniu wszystkie opad\u0142y na ziemi\u0119, tak, jakby trafi\u0142y na p\u0142ytow\u0105 zbroj\u0119. Kusznicy stali chwil\u0119 w os\u0142upieniu. W\u015br\u00f3d kupc\u00f3w przebieg\u0142 wystraszony szept. Potem cisza.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  I nagle wrzask! Pot\u0119\u017cny, chrapliwy okrzyk bojowy! Skazaniec poderwa\u0142 si\u0119 z kl\u0119ku i rzuci\u0142 na oprawc\u00f3w. W jego r\u0119ce b\u0142ysn\u0105\u0142 niewielki n\u00f3\u017c, na ziemi pozosta\u0142y kawa\u0142ki poprzecinanych lin. Pierwszy kusznik by\u0142 zbyt zaskoczony, by zareagowa\u0107. Pad\u0142 z rozci\u0119tym gard\u0142em. Drugi pr\u00f3bowa\u0142 repetowa\u0107 kusz\u0119, jednak sekund\u0119 p\u00f3\u017aniej le\u017ca\u0142 ju\u017c obok kolegi. Kolejnym dw\u00f3m mo\u017ce i uda\u0142oby si\u0119 przy odrobinie szcz\u0119\u015bcia na\u0142o\u017cy\u0107 be\u0142ty, gdyby z otaczaj\u0105cej trakt g\u0119stwiny drzew nie wystrzeli\u0142y dwa ogniste pociski. W powietrzu uni\u00f3s\u0142 si\u0119 sw\u0105d spalenizny. Dwaj \u017co\u0142nierze byli martwi. Ostatni, z gotow\u0105 do strza\u0142u kusz\u0105, sta\u0142 jak wryty, zapatrzony gdzie\u015b przed siebie. Czy\u017cby jeszcze nie m\u00f3g\u0142 doj\u015b\u0107 do siebie po spojrzeniu, jakim zosta\u0142 obrzucony? Tego nie dowie si\u0119 nikt, gdy\u017c ch\u0142opiec szybko zosta\u0142 ugodzony be\u0142tem z w\u0142asnej kuszy, wyrwanej mu przez skaza\u0144ca.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Nikt nie nadbiega\u0142 kusznikom z pomoc\u0105. Reszta konwoju, siedmiu \u017co\u0142nierzy, kt\u00f3rzy mieli pilnowa\u0107 oddalonych nieco od miejsca egzekucji woz\u00f3w, sta\u0142o bez ruchu, bez ducha, jak sztywni i martwi. Ich oczy zdawa\u0142y si\u0119 nie patrze\u0107 w \u017caden punkt, by\u0142y puste i zimne. A dow\u00f3dca? Najpierw, istotnie, wyci\u0105gn\u0105\u0142 miecz, jednak widz\u0105c, jak przypieczono jego podw\u0142adnych, szybko ten miecz upu\u015bci\u0142 i rzuci\u0142 si\u0119 do ucieczki. Nie odbieg\u0142 daleko. Jego by\u0142y skazaniec, niedosz\u0142y trup, w kilku susach znalaz\u0142 si\u0119 przy nim. Powraca\u0142 jako oprawca. Cios w twarz tak szybki, \u017ce niemal niewidoczny, powali\u0142 dow\u00f3dc\u0119 na ziemi\u0119. Wepchni\u0119ty w plecy a\u017c po r\u0119koje\u015b\u0107 niewielki n\u00f3\u017c przebi\u0142 p\u0142uco. Ofiara nie mog\u0142a krzykn\u0105\u0107. Ubity piasek wko\u0142o zrobi\u0142 si\u0119 ciemnoczerwony, czarny wr\u0119cz. Kaedwe\u0144czyk kona\u0142.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  W tym czasie kupcy wpakowali si\u0119 na swoje wozy i nie \u017ca\u0142uj\u0105c koniom bat\u00f3w, pognali przed siebie. Nied\u0142ugo pozosta\u0142 po nich tylko tuman kurzu na horyzoncie.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Z lasu wyszed\u0142 wysoki, czarnow\u0142osy m\u0119\u017cczyzna. Mia\u0142 czarn\u0105, szpiczast\u0105 br\u00f3dk\u0119 i niewielki w\u0105sik. Czarny, sk\u00f3rzany, po\u0142yskuj\u0105cy p\u0142aszcz si\u0119ga\u0142 mu do kostek, przys\u0142aniaj\u0105c cholewy czarnych, sk\u00f3rzanych i r\u00f3wnie\u017c po\u0142yskuj\u0105cych but\u00f3w. Cz\u0142owiek ten m\u00f3g\u0142 mie\u0107 niewiele ponad trzydzie\u015bci lat. Ciemna cera by\u0142a wci\u0105\u017c g\u0142adka i \u015bwie\u017ca.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Czarnow\u0142osy wyci\u0105gn\u0105\u0142 przed siebie d\u0142o\u0144. Z g\u00f3ry spad\u0142a do niej szelka ko\u0142czanu pe\u0142nego strza\u0142.<br \/>\n &#8211; Zawsze mia\u0142e\u015b sk\u0142onno\u015b\u0107 do popisywania si\u0119, Mortimer, ale ja znam twoje sztuczki, a, jak widzisz, nikogo ju\u017c tu nie ma &#8211; rzek\u0142 by\u0142y skazaniec, kt\u00f3ry teraz ogl\u0105da\u0142 towary wiezione przez konw\u00f3j. W\u0142osy mia\u0142 d\u0142ugie, ciemne, lekko szpakowate. Twarz o ostrych rysach wygl\u0105da\u0142a powa\u017cnie i inteligentnie. Delikatnie rozwarte powieki ods\u0142ania\u0142y oczy, kt\u00f3re jeszcze niedawno sia\u0142y postrach w\u015br\u00f3d kaedwe\u0144skich \u017co\u0142dak\u00f3w. M\u0105dre i zdecydowane spojrzenie straci\u0142o ju\u017c jednak sw\u00f3j mro\u017c\u0105cy krew w \u017cy\u0142ach, troch\u0119 demoniczny charakter. Na nagim, pokrytym ciemnym zarostem, pot\u0119\u017cnym torsie, w okolicy lewej piersi, widnia\u0142a niedu\u017ca, pod\u0142u\u017cna blizna.<br \/>\n &#8211; Nie gadaj tyle, tylko bierz sw\u00f3j ko\u0142czan&#8230;- w drugim r\u0119ku czarnow\u0142osego pojawi\u0142 si\u0119 \u0142uk kompozytowy &#8211; &#8230;i \u0142uk. Musimy si\u0119 zmywa\u0107 zanim kupcy opowiedz\u0105 w forcie, co tu zasz\u0142o. Z karn\u0105 ekspedycj\u0105 to sobie, niestety, m\u00f3j drogi Donovanie, nie poradzimy. Zbieraj co wa\u017cniejsze rzeczy na ten wielki w\u00f3z i wiejemy.<br \/>\n &#8211; Poczekaj, po\u017cycz\u0119 sobie kusze. Mog\u0105 si\u0119 przyda\u0107. W ko\u0144cu nie tylko z kompozytu umiem strzela\u0107. Ty! Zobacz, jaki pi\u0119kny miecz mia\u0142 pan dow\u00f3dca. Szkoda by by\u0142o, \u017ceby si\u0119 tu zmarnowa\u0142. Fajnie si\u0119 nim macha &#8211; m\u00f3wi\u0105c to, Donovan wywija\u0142 przed sob\u0105 p\u00f3\u0142torar\u0119cznym mieczem, jakby to by\u0142 metrowy kijek. &#8211; A w\u0142a\u015bnie. Gdzie m\u00f3j miecz, Mortimer?<br \/>\n &#8211; Ach, rzeczywi\u015bcie, zapomnia\u0142bym. A zastanawia\u0142em si\u0119, czemu nie mog\u0119 si\u0119 nareszcie odpr\u0119\u017cy\u0107 &#8211; po tych s\u0142owach z g\u00f3ry sp\u0142yn\u0105\u0142 dwur\u0119czny miecz i wsun\u0105\u0142 si\u0119 \u0107wierci\u0105 klingi w ziemi\u0119.<br \/>\n &#8211; Ach, Mortimer, Mortimer, ca\u0142y ty&#8230; Nie marnowa\u0142by\u015b tak bezmy\u015blnie mocy&#8230; &#8211; westchn\u0105\u0142 Donovan.<br \/>\n &#8211; To mia\u0142em na plecach tacha\u0107 twoje strza\u0142y, kompozyt i jeszcze ten dziesi\u0119ciokilowy miecz?! &#8211; wybuchn\u0105\u0142 udawanym oburzeniem Mortimer &#8211; Dobra, dosy\u0107 gadania, ruszajmy. Im dalej b\u0119dziemy od tego miejsca, kiedy dotr\u0105 tu w\u0142adze, tym lepiej.<br \/>\n &#8211; A co z tymi? &#8211; spyta\u0142 szpakowaty, \u0142ypi\u0105c okiem w kierunku siedmiu &#8222;pos\u0105g\u00f3w&#8221; kaedwe\u0144skich konwojent\u00f3w &#8211; Mo\u017ce by ich tak&#8230;? &#8211; brzydki u\u015bmiech przemkn\u0105\u0142 mu przez wargi.<br \/>\n &#8211; Nie ma potrzeby. Obudz\u0105 si\u0119 za kilkana\u015bcie godzin. O ile wcze\u015bniej co\u015b ich nie zabije. I tak pami\u0119taj\u0105 tylko, \u017ce kto\u015b na nich napad\u0142 i podpali\u0142 w\u00f3z. No i pami\u0119taj\u0105 te\u017c czarn\u0105 posta\u0107 na tle ostrego s\u0142o\u0144ca, kt\u00f3ra, wyci\u0105gaj\u0105c przed siebie rozpostart\u0105 d\u0142o\u0144, wprawi\u0142a ich w ten przyjemny stan, w kt\u00f3rym si\u0119 znajduj\u0105. Ciekawie musia\u0142em wygl\u0105da\u0107 &#8211; rozleg\u0142 si\u0119 szczery, d\u017awi\u0119czny \u015bmiech.<br \/>\n &#8211; Ach, Mortimer, Mortimer, ty si\u0119 nigdy nie zmienisz&#8230; &#8211; znowu westchn\u0105\u0142 Donovan, poczym wskoczy\u0142 na kozio\u0142. W\u00f3z by\u0142 ju\u017c gotowy, mo\u017cna by\u0142o jecha\u0107. Dwa konie czeka\u0142y na delikatne szarpni\u0119cie wodzami. Ten w czarnym p\u0142aszczu kocim susem wpakowa\u0142 si\u0119 obok kompana i obaj ostro ruszyli w przeciwn\u0105 stron\u0119 do tej, w kt\u00f3r\u0105 pop\u0119dzili kupcy.<\/p>\n<div class=\"wgw_hr\"><\/div>\n<p>&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Robi\u0142o si\u0119 ju\u017c ciemno, ale nie zatrzymywali si\u0119 na nocleg. Na wszelki wypadek nakryli si\u0119 opo\u0144czami, kt\u00f3re znale\u017ali na wozie. Nie by\u0142o zimno, ale zakapturzonym \u0142atwiej by\u0142o udawa\u0107 zwyczajnych kupc\u00f3w &#8211; tak na wszelki wypadek. Weso\u0142y nastr\u00f3j po udanej akcji gdzie\u015b ulecia\u0142.<br \/>\n &#8211; Donovan? &#8211; po d\u0142u\u017cszym milczeniu zagadn\u0105\u0142 czarnow\u0142osy.<br \/>\nSzpakowaty spojrza\u0142 na niego.<br \/>\n &#8211; Jak to wysz\u0142o, \u017ce da\u0142e\u015b si\u0119 z\u0142apa\u0107? &#8211; pad\u0142o delikatne pytanie.<br \/>\nDonovan nie odzywa\u0142 si\u0119 przez chwil\u0119. W ko\u0144cu odpar\u0142 spokojnie:<br \/>\n &#8211; Nie widzia\u0142e\u015b? No w\u0142a\u015bnie. A mia\u0142e\u015b nade mn\u0105 czuwa\u0107, kiedy ja b\u0119d\u0119 buszowa\u0142 w\u015br\u00f3d woz\u00f3w. W ka\u017cdym razie mo\u017cesz \u017ca\u0142owa\u0107, \u017ce nie widzia\u0142e\u015b. Tamtych o\u015bmiu posz\u0142o jak z p\u0142atka. Dw\u00f3ch nawet nie dotkn\u0105\u0142em. Rozp\u0119dzili si\u0119 i walili na mnie z dw\u00f3ch stron. W ostatniej chwili skoczy\u0142em do przodu, powalaj\u0105c trzeciego. Tamci przeszyli si\u0119 nawzajem. Reszta te\u017c bez problemu. Ale potem dosta\u0142em czym\u015b w \u0142eb. Chyba kusz\u0105. No i ciemno\u015b\u0107&#8230; A ty zamiast mnie broni\u0107, to si\u0119 po lasku rozgl\u0105da\u0142e\u015b. Dziw w og\u00f3le, \u017ce od razu mnie nie zabili. Tylko tak\u0105 egzekucj\u0119 zacz\u0119li wyprawia\u0107. Ten ich dow\u00f3dca to naprawd\u0119 niez\u0142y dewiant musia\u0142 by\u0107.<br \/>\n &#8211; Przepraszam, rzeczywi\u015bcie, mo\u017cesz mie\u0107 do mnie pretensje. Nie podo\u0142a\u0142em. Tka\u0142em w tym czasie to zakl\u0119cie, co jeszcze ci\u0105\u017cy na konwojentach na trakcie i poch\u0142on\u0119\u0142o mnie to bez reszty. Wiesz, nowy czar. Jeszcze go na tylu ludzi nie rzuca\u0142em.<br \/>\n &#8211; Hm, no dobrze, darujmy sobie, wa\u017cne, \u017ce \u017cyj\u0119. A to te\u017c dzi\u0119ki twojej pomocy. Tylko czemu tak d\u0142ugo zwleka\u0142e\u015b? &#8211; troch\u0119 weselej spyta\u0142 Donovan.<br \/>\n &#8211; No bo ty zwleka\u0142e\u015b &#8211; u\u015bmiechn\u0105\u0142 si\u0119 Mortimer &#8211; my\u015blisz, \u017ce nie wiedzia\u0142em, \u017ce ju\u017c jak kl\u0119ka\u0142e\u015b, to mia\u0142e\u015b wolne r\u0119ce?<br \/>\n &#8211; No dobra &#8211; rzek\u0142 ju\u017c ca\u0142kiem udobruchany Donovan &#8211; ja te\u017c lubi\u0119 te twoje efekciarskie sztuczki &#8211; na jego twarzy zago\u015bci\u0142 u\u015bmiech &#8211; Widzia\u0142e\u015b miny kusznik\u00f3w, kiedy be\u0142ty si\u0119 ode mnie odbi\u0142y? My\u015bla\u0142em, \u017ce tam padn\u0119, a tu trzeba by\u0142o trzyma\u0107 twarz i wrzeszcze\u0107 jeszcze &#8211; roze\u015bmia\u0142 si\u0119 g\u0142o\u015bno.<br \/>\n &#8211; Tak, ha, ha, ale oni nie Ochrony si\u0119 przestraszyli, tylko tego twojego spojrzenia. Gdzie\u015b ty si\u0119 w og\u00f3le wychowa\u0142 cz\u0142owieku? Ja tam na ciebie z daleka pogl\u0105da\u0142em i my\u015bla\u0142em, \u017ce ze strachu narobi\u0119 w portki. A potem ten ryk! Musisz ze mn\u0105 po\u0107wiczy\u0107 jak z koniem, \u017ceby si\u0119 nie ba\u0142 \u015bwistu. Bo a\u017c mnie zatka\u0142o. Dlatego tak p\u00f3\u017ano waln\u0105\u0142em Grotami w tych dw\u00f3ch. Co\u015b masz w tych oczach. A w gardle jeszcze wi\u0119cej &#8211; rozleg\u0142 si\u0119 d\u017awi\u0119czny chichot.<br \/>\n &#8211; Dobra, nie zgrywaj si\u0119 ju\u017c &#8211; weso\u0142o uci\u0105\u0142 Donovan &#8211; ciemno si\u0119 robi, a ja przez t\u0119 gadk\u0119 pozwoli\u0142em koniom prawie stan\u0105\u0107. Wio!<br \/>\n &#8211; Donovan&#8230;? Ba\u0142e\u015b si\u0119?<br \/>\n &#8211; Nie&#8230; &#8211; odpar\u0142 spokojnie po chwili ciszy.<br \/>\n&nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp; &nbsp;&nbsp;  Szybkim k\u0142usem pognali przed siebie. Z daleka wida\u0107 by\u0142o czarny, spory kontur na o\u015bwietlonej blaskiem ksi\u0119\u017cyca bitej drodze. Czarny kontur wozu, kt\u00f3ry widzia\u0142 jedn\u0105 z bardziej niesamowitych potyczek, jakie kiedykolwiek rozegra\u0142y si\u0119 w Kaedwen. Czarny kontur wozu, kt\u00f3ry wi\u00f3z\u0142 jedn\u0105 z bardziej niesamowitych par przest\u0119pc\u00f3w, jakie st\u0105pa\u0142y po kaedwe\u0144skich traktach&#8230;<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>opowiadanie<\/p>\n","protected":false},"author":107,"featured_media":0,"comment_status":"open","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_et_pb_use_builder":"","_et_pb_old_content":"","_et_gb_content_width":"","footnotes":""},"categories":[15],"tags":[],"class_list":["post-630","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-fanfic","et-doesnt-have-format-content","et_post_format-et-post-format-standard"],"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/630","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/users\/107"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/comments?post=630"}],"version-history":[{"count":0,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/posts\/630\/revisions"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/media?parent=630"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/categories?post=630"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/wiedzmin.rpg.pl\/strona\/wp-json\/wp\/v2\/tags?post=630"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}